FIT = HEALTHY?

Ostatnio myślałam, że tylko mnie dręczą różne myśli na temat tego, co aktualnie dzieje się w świecie portali społecznościowych związanych ze zdrowym stylem życia. Okazało się, że część osób dzieli moje odczucia. Te, które już swoje osiągnęły i mają wiedzę oraz bagaż doświadczeń, są bezpieczne. Początkujący mogą mieć w głowie jednak niezły bałagan. Czemu? Bo bycie fit przestało niestety oznaczać chęć zadbania o swoje zdrowie. 


Szukanie drogi na skróty

Cola Zero, syrop zero, białko w proszku... To teraz wiedzie prym. Nie mówię nie, czasem wrzucam miarkę odżywki do omleta, ale nie robię tego codziennie i nie jest to moje bazowe źródło białka. Wydaje mi się jednak, że nazywanie izolatu, czy koncentratu kurczakiem w proszku to lekka przesada. To nie jest to samo i już! Może mięso z marketu też najlepszej jakości nie ma, ale na pewno jest bardziej użyteczne i naturalne, niż odżywka. Milion razy powtarzałam, że kaloria kalorii nie równa. Szklanka świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego ma ich więcej, niż Cola zero. Ma też witaminy i cenne minerały. Cola ma mnóstwo słodzika i innego syfu. Kalorii prawie wcale. Wybór należy do Ciebie. Moją decyzję chyba znasz!

Jeszcze niedawno 70% sukcesu stanowiła dieta, a 30% trening. Aktualnie mam wrażenie, że dieta i trening to zaledwie 50% całości, a reszta to odpowiednio drogi spalacz lub inny wspomagacz. Matka natura już nie daje rady? Najwyraźniej.

Ja jednak wolę się na nią zdać. Bez ściemy. Nie wierzę w te wszystkie magiczne pigułki, wierzę w samodyscyplinę i ciężką pracę. To gwarancja sukcesu. Im mniej przetworzony produkt, tym lepiej. Zawsze jest lepsze i zdrowsze wyjście. Taką alternatywę wybieram. Białe pieczywo - pełnoziarniste pieczywo, mąka pszenna- mąka gryczana, ryżowa, owsiana, żytnia, cukier- miód, jogurt owocowy- jogurt naturalny z owocami. To naprawdę nie jest trudne!


Ze skrajności w skrajność

Czasami ciężko jest żyć w 100% zdrowo. Myślę nawet, że jest to niemożliwe. Jako studentka naprawdę wiem, ile kosztuje ekologiczne mięso czy jaja. Mam to szczęście, że część produktów dostaję od dziadków. Wiem jak chowane były kury, co jadły i w jakich warunkach żyły. Mogę nawet iść i osobiście to sprawdzić! Nie każdy ma to szczęście. Jaja kupuję rzadko, mięso dużo częściej. Jak widzę kosmiczną różnicę w cenie między ponoć ekologicznym filetem, a tym zwykłym, to robi mi się słabo. Wybieram oczywiście zwykłego... Dlaczego? Bo nie mam pewności za co dopłacam. Czytam zawsze składy produktów, wybieram te dobrej jakości, najmniej przetworzone. Denerwuje mnie jednak doszukiwanie się dziury w całym. Nie uważam, że jedzenie pakowane w puszkach jest złe, bo zawiera dużo metali ciężkich... Zjedzenie twarożku lub jogurtu naturalnego raz na jakiś czas albo babcinych pierogów pełnych glutenu też mnie nie przeraża. Uważam je nawet za zdrowy posiłek! Zdrowy jest też domowy obiad z kotletem schabowym na pół talerza i ziemniakami z koperkiem. Od kawałka tortu przy dobrej okazji, sezonowego ciasta, kieliszka wina czy kilku kostek czekolady w dobrym towarzystwie też nie umrzemy. Umiar i balans to klucz to sukcesu. 

Ważna jest także różnorodność. Nie samym ryżem i kurczakiem fit człowiek żyje. Gdyby żył, to ten cały zdrowy styl życia szybko by mu się znudził. Na przykład taka Martyna, która przez pierwszy miesiąc studiów na obiad jadła tylko kurczaka, bo myślała, że innego mięsa przygotować nie umie, szybko się tym kurczakiem przejadła i przez kolejne tygodnie nawet tego kurczaka nie tknęła. Ciekawe o kim mowa... A teraz tak na poważnie. Udowodniłam sobie, że świetnie radzę sobie także z indykiem czy wołowiną. Dołożyłam ryby. Powoli uczyłam się nowych smaków i testowałam nowe przepisy. Nie nauczyłam się gotować z dnia na dzień. Z dnia na dzień gotowała lepiej! Ty też sobie poradzisz. Uwierz mi, to nic trudnego. Skoro ja dałam radę, to i Ty dasz! 

P.S. Planuję wpis o zamiennikach w diecie? Daj znać co myślisz o takim poście!

Krytyka

Najgorsza jest ta, która jest niekonstruktywna. Na pytania Jesz owoce rano? lub Nie jesz śniadań białkowo- tłuszczowych? pod zdjęciem owsianki nawet nie chce mi się odpowiadać. Moda modą, ale skoro coś mi odpowiada, to po co mam z tego rezygnować. Wiem, że jajecznica jest teraz trendy. Lubię ją zjeść raz na kilka dni, ale nie mogłabym zaczynać nią każdego dnia. Może robię źle, może dobrze. Każdy głosi własne teorie, oferuje rozpisanie diety lub planu treningowego. Prawie każdy jest specjalistą w dziedzinie dietetyki. Ja nie jestem i nigdy się za kogoś takiego nie uważałam. Dokształcam się cały czas, czytam i pogłębiam wiedzę. Nie podjęłabym się jednak rozpisania planu żywienia dla Ciebie, ponieważ nie znam Cię wystarczająco dobrze. Znam za to siebie i wiem jak mój organizm reaguje na dany pokarm. Wiem po jakim śniadaniu czuję się najlepiej i po jakiej kolacji najlepiej mi się śpi. Ty też do tego dojdziesz, musisz tylko dać sobie szansę.

Szukaj wiedzy w zaufanych źródłach. Nie przyjmuj ślepo nowo wymyślonych teorii. Przemyśl, przetestuj i świadomie zdecyduj, czy dana metoda ma na Ciebie dobry lub zły wpływ. To, że koleżanka czuje się dobrze po koktajlu na śniadanie, nie znaczy, że Ty też będziesz czuła się świetnie. Wypracuj własny idealny system lub znajdź osobę, która Ci w tym pomoże. Jak szukać w dobie przesytu dietetyków i trenerów? Poczytaj przede wszystkim opinie innych, którzy z usług danych osób już skorzystali. Na forach znajdziesz mnóstwo wypowiedzi. Może okażą się pomocne. Założę się także, że masz znajomą, która ma koleżankę, która zna kogoś, kto z porad tej i tej osoby korzystał. Zbieraj doświadczenia i próbuj.

Jeżeli masz problem, pisz. Może razem coś zaradzimy. Może ja będę znajomą koleżanki Twojej znajomej i będę coś wiedziała. Głowa w górę, uda się!

Buziak ;*










Butelka filtrująca Dafi- opinia

Każdy wie jak ważne jest nawodnienie. Odpowiednia ilość dostarczanych płynów jest niezbędna dla naszego zdrowia oraz osiągnięcia i utrzymania wymarzonej sylwetki. Sama jednak często się łapię na tym, że piję za mało. Zawsze wychodzę z domu z butelką w torebce. Często kończy mi się woda, a do sklepu średnio mi po drodze. Co w takiej sytuacji? Marka Dafi znalazła rozwiązanie.


www.sklep.dafi.pl
Dafi kojarzysz pewnie z dzbankami do filtrowania wody kranowej. Ja ze swojego korzystam non stop, dzięki czemu woda nadająca się do picia nigdy się nie kończy. Nowa propozycja marki to swego rodzaju dzbanek na wynos, czyli butelka z filtrem.

Butelka filtrująca to gadżet, który możesz zabrać wszędzie. Zabrać i napełnić wodą z każdego kranu! Filtr węglowy usuwa smak i zapach chloru z wody kranowej i wystarcza na cztery tygodnie użytkowania. Wymiana wkładu jest niezwykle prosta. Na pewno sobie poradzisz! Oszczędzasz pieniądze i wspierasz środowisko- koniec z plastikowymi butelkami jednorazowymi.

Moja zdała egzamin wielokrotnie, szczególnie w centrach handlowych, w których powietrze jest bardzo suche i w gardle non stop zasycha, a najłatwiej dostępnymi napojami są gazowane z dolewką w sieciówkach ze śmieciowym jedzeniem. Zajmuje niewiele miejsca, wygląda naprawdę fajnie i jest bardzo praktyczna. Dla mnie mogłaby mieć jednak troszkę większą pojemność. Zwykle nosiłam wielorazowe butelki, które mieściły 0,75 l lub cały litr wody, kilka plasterków cytryny i listków mięty.

www.sklep.dafi.pl

Zaskoczyło mnie także to, że wodę z butelki trzeba w pewien sposób ciągnąć.  Szczerze mówiąc jest to spory mankament, plastik jest miękki i czasem nawet aby się szybko napić, butelkę należy nacisnąć. Na początku mi to przeszkadzało, ale po kilku razach przyzwyczaiłam się.

Myślę, że jest to przydatny gadżet, który warto mieć! Możecie go znaleźć w wielu wariantach kolorystycznych na:www.sklep.dafi.pl za 60 zł razem z dwoma wymiennymi wkładami w promocji. Koszt samej butelki to 35 zł. 



Buziak ;*

Orzechowe placuszki gryczane

Dziś mam dla Ciebie absolutny hit! Placuszki gryczane o smaku orzechowym podbiły moje serducho, a prosty sposób ich przygotowania dodatkowo motywuje do spróbowania.


Potrzebujemy:

  • 3/4 szkl. mąki gryczanej, 
  • 1 jajko, 
  • 1/2 szkl. mleka (krowiego lub roślinnego),
  • garść orzechów włoskich (lub innych ulubionych),
  • 1 łyżka miodu, 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
Do wersji czekoladowej dodajemy płaską łyżkę kakao naturalnego.


Orzechy szatkujemy (ja lubię, kiedy trafiają się większe kawałki). Do miski wsypujemy mąkę, proszek do pieczenia i orzechy. Mieszamy. Dodajemy jajko, mleko i miód. Łączymy wszystkie składniki za pomocą trzepaczki. 
Smarujemy patelnię delikatnie tłuszczem, lub smażymy na "suchej" patelni obustronnie. 



Ilość placuszków z jednej porcji. 

Podajemy z ulubionymi dodatkami, owocami, konfiturami... U mnie z serkiem wiejskim, żurawiną, bananem i orzechami włoskimi. 

Smacznego!
Buziak ;*

Metamorfoza Weroniki

Dawno na blogu nie było żadnego motywatora. Mam więc dziś niespodziankę- inspirującą metamorfozę jednej z najmłodszych czytelniczek (tak mi się wydaje). Historia Weroniki ma w sobie coś szczególnego, chociaż jest niezwykle krótka. Jak widać warto czasem podjąć odważną decyzję i zaryzykować!


Szczerze mówiąc jak odczytałam wiadomość i zobaczyłam ile lat ma nasza bohaterka, to nie chciałam publikować tego wpisu. Kiedy przeczytałam opis i zobaczyłam zdjęcie, opadła mi szczęka. Czemu na początku miałam mieszane uczucia? Dostaję sporo wiadomości od młodziutkich nastolatek, których ciało tak naprawdę ciągle się zmienia. Cel zawsze jest jeden- schudnąć. Chociaż BMI często wskazuje niedowagę, a kształtów nie można jeszcze nazwać kobiecymi, w głowie jest już mnóstwo kompleksów. Nie wiem skąd one się biorą. Za dużo wszędzie ideałów. Weronika jednak miała powód. a nawet sporo nadprogramowych powodów, które popchnęły ją do zmian. Oddaję głos!


Hejka! Jestem Weronika i mam 15 lat. Od dzieciństwa miałam problemy z otyłością.Gdy miałam 13 lat stwierdziłam, że chcę coś ze sobą zrobić.Wcześniej uważałam, że jeszcze nie wyglądam tak źle (a wyglądałam źle). Swoją przygodę z wprowadzeniem zmian w moje życie zaczęłam 4 czerwca 2014 r. (dokładnie pamiętam tę). To właśnie wtedy miałam swoją pierwszą wizytę u dietetyka. Tak naprawdę to był ostatni dzwonek,aby mnie z tej otyłości wyleczyć.Moje odżywianie wcześniej wyglądało okropnie.Jadłam praktycznie same słodkości, nie dostarczałam do organizmu wody, więc byłam bardzo odwodniona.Cały czas coś podjadałam.Jakieś batoniki,chipsy itd. Bardzo mało się ruszałam.Kiedy byłam na pierwszej wizycie u dietetyka dotarło do mnie, że koniec z takim jedzeniem, że muszę się zmienić i pokazać innym, że potrafię to zrobić. Moje odżywianie zmieniło się całkowicie. Zaczęłam jeść zdrowo i prowadzić aktywny tryb życia.Na samym początku zaczęłam jeździć rowerem. Praktycznie codziennie jeździłam 16-18 km.Bardzo to lubiłam i gdy zauważalne były już pierwsze efekty byłam najszczęśliwszą osobą na świecie.Potem zaczęłam już ćwiczyć.Robiłam typowe treningi spalające tkankę tłuszczową.Z każdym dniem czułam się coraz lepiej i byłam bardzo dumna i zadowolona z siebie. Schudłam 26 kg. Nigdy nie myślałam,że kiedyś, w przyszłości uda mi się tyle schudnąć, bo sądziłam, że ze mną już się nie da nic zrobić i taka będę do końca życia. Teraz cały czas żyję aktywnie, zdrowo się odżywiam, a efekty motywują mnie jeszcze bardziej do dalszego działania. Nigdy nie będę żałować tego,że zaczęłam dietę .Żałuję tylko tego,że nie zaczęłam jej wcześniej.Niedawno odkryłam bloga Martyny, która też bardzo mnie inspiruje.Dzięki zmianom stałam się bardziej otwarta i pewniejsza siebie. Myślę, że każdy jest w stanie coś ze sobą zrobić skoro ja dałam radę! Pozdrawiam!

Gratuluję kochana! Z takim nastawieniem osiągniesz w życiu wiele sukcesów! Wszystko przed Tobą! Zawsze świadomie dąż do swoich celów i walcz o każdy kolejny krok! Jestem z Ciebie bardzo dumna! 

Weronika Cię zmotywowała? Zostaw jej dobre słowo w komentarzu! 

Buziak ;*

Zdrowe bounty

Lubicie znane batoniki Bounty? Jeżeli tak, to na pewno nie przejdziecie obojętnie obok tego przepisu. Wystarczą tylko 4 składniki i odrobina czasu a zdrowe pyszne batoniki zagoszczą na Twoim stole.



Składniki:

  • 3/4 szklanki wiórek kokosowych
  • 3-4 łyżki płynnego miodu
  • mleko kokosowe (potrzebna taka ilość, żeby zlepić ze sobą wiórki, ja zużyłem ok. 1/2 szklanki)
  • tabliczka gorzkiej czekolady

Wykonanie:

Etap I

Do miski wsyp wiórki kokosowe, i dodaj miód. Mieszaj energicznie, aby miód pokrył wszystkie wiórki. Dodaj odpowiednią ilość mleka kokosowego i mieszaj do czasu, aż będziesz w stanie z powstałej masy utworzyć batoniki (będą bardzo delikatne). Uformowane batoniki wsadź na 10 min do zamrażarki. W między czasie zajmij się czekoladą.

Etap II

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Gdy już to zrobimy należy wyjąć batoniki z zamrażarki i oblać je czekoladą, następnie odstawić do zastygnięcia czekolady.

Batoniki oblewajcie na kratce z piekarnika nad zlewem, lub połóżcie pod kratkę papier do pieczenia. Dzięki temu mniej nabrudzicie a batoniki będą równomiernie oblane czekoladą.

Jak widzicie przepis jest bardzo prosty a przede wszystkim szybki w wykonaniu. Mam nadzieję, że przypadną wam do gustu zdrowe batoniki Bounty!

Smacznego!

Podsumowanie lipca

Dzień dobry w sierpniu! Budzimy się i wstajemy z nową energią do działania w nowym miesiącu. Nigdy nie wyrabiam się z tymi postami na czas, miał być pierwszego, a dziś już drugi... No nic, może w sierpniu się poprawię. 

Lubię usiąść i wrócić pamięcią do tego, co wydarzyło się w ciągu ostatniego miesiąca. Czasem ciężko mi uwierzyć, że czas płynie tak szybko. Dobrze jednak, że postanowiłam pisać te posty. W grudniu przejrzę każdy z nich i powspominam miniony rok.



Lipiec był bardzo intensywny. Niby zaczęły się wakacje, ale z racji tego, że postanowiłam pracować, czas uciekał mi przez palce, a ja nie zdążyłam za bardzo odpocząć. Na pewno nadrobię w sierpniu! Upały trochę pocieszyły, a trochę pomęczyły. Treningowo wyszło całkiem nieźle. Niestety tak jak przypuszczałam całą zimę i wiosnę- wraz z nadejściem gorącego lata moje chęci na bieganie znacznie spadły. W lipcu udało się zaliczyć zaledwie niespełna 45 km w terenie.  Nadrabiałam na bieżni po treningach siłowych. Myślę, że dodatkowe 30- 35 km by się jeszcze uzbierało, bo każdego krótkiego wybiegania nie wprowadzałam do Endomondo. Nie lubię, kiedy aktywność fizyczna w jakiś sposób mnie przytłacza, budzi jakikolwiek dyskomfort czy obawy... Myśl o tym, że po kilometrze będę dyszeć, bo jest 30 stopni na termometrze naprawdę nie pomaga...  Wieczorem wymówką była praca, bo późno kończyłam, a rano... Rano już było gorąco. Muszę się wziąć w garść, bo niedługo kolejny start w półmaratonie. Boję się trochę pogody, ale dam radę! Muszę!

W jednym z postów pisałam o początku nowej przygody z treningiem siłowym. Konsekwentnie meldowałam się na siłowni. Myślę, że 11 wizyt to całkiem sporo. Pierwsze dni nie były łatwe, ale szybko przywykłam do nowego miejsca, nauczyłam się pracy ze sprzętem i zaczęłam kombinować po swojemu. To jednak temat na osoby wpis i taki na pewno się tu niebawem pojawi. Eksperyment uważam za udany i będę go kontynuować!

W domu też nie odpuściłam. Trenowałam z Chodakowską dzielnie nie tylko jej najnowszy wytwór, czyli Rewolucję (recenzja- KLIK), ale także inne ulubione klasyki. Nigdy chyba się nie zniechęcę do kochanej Ewki.

Podsumowując- 27 dni treningowych, 4 dni odpoczynku. Dieta bez większych zmian.



Oprócz codziennej rutyny było kilka szczególnych dni, które chciałabym wspomnieć. Pierwszym z nich jest wyjazd z ukochanymi dziewczynami i chłopakami do Warszawy. Piękne wspomnienia- zwiedzanie, ćwiczenia w Be Active i udział w treningu otwartym z Ewą Chodakowską. Chcesz poczytać o wyjeździe więcej? Kliknij koniecznie TUTAJ. 




Jeden lipcowy weekend miałam także okazję spędzić razem z Ewą z Fit jest Git. Wspólne treningi, gotowanie i plotkowanie to coś, co uwielbiam. Będę za Tobą tęsknić jak wyjedziesz na Erasmusa! Dobrze, że zostało Ci jeszcze trochę studiowania w Poznaniu!



Razem z Ewą stworzyłyśmy świetną propozycję na obiad lub kolację- makaronową zapiekankę. Chcecie przepis? Jest TUTAJ.


Jaki będzie sierpień? Wspaniały. Prawdopodobnie czytasz ten post, a ja jestem w drodze do Zakopanego. Ukochane Tatry już czekają, nowe trasy wytyczone. To będzie piękne 10 dni aktywnego wypoczynku. Tego mi trzeba! Postaram się jednak zaglądać tu, na Instagram i Facebook i motywować do działania. 

Daj znać, jaki minął lipiec! Czekam na małą relację.

Buziak :*

Chcesz znaleźć mnie w sieci? Zajrzyj koniecznie na:

Instagram: martynaagab
Snapchat: martynaagab








Subiektywnie i frustrująco

Ile razy miałaś już uczucie, że to wszystko naprawdę nie ma już sensu. Efektów brak, motywacja spadła... Wszystko, w co do tej pory wierzyłaś wydaje się głupie. Wszystkim dookoła idzie przecież tak wspaniale. Wszystkim, tylko nie Tobie. Tobie nie wychodzi nic. Nigdy niczego nie robisz w 100% dobrze. Miewasz takie myśli? Jeżeli tak, to dobrze trafiłaś. Mi zdarzają się średnio co drugi dzień! Szczególnie po przejrzeniu niektórych profili w mediach społecznościowych...

Z perspektywy czasu wiem, że każdego dnia idę do przodu. Robię krok w stronę postępu. Ciężko jest mi jednak czasem zaakceptować tempo zmian. Jestem niecierpliwa i wszystko chcę mieć tu i teraz. Często wpadam w błędne koło. Obserwuję na Instagramie naprawdę wiele motywujących mnie użytkowników, jednak prawa jest taka, że niektóre wpisy działają na mnie całkowicie odwrotnie. Nie zależy mi na wyglądzie aż tak bardzo, jednak czasem czuję na sobie ogromną presję. Hasła: 100 % albo nic zamiast zagrzać do działania sprawiają, że tracę chęć.Czemu? Bo uświadamiają ogrom pracy, który mnie jeszcze czeka i piętnują każdy najmniejszy błąd, który popełniłam. Jak dieta będzie dopięta na 80% to przecież też nie będzie tragedii! Najważniejsze, żeby każdego kolejnego dnia było lepiej. Ostatnio postanowiłam trochę ograniczyć swój kontakt z tym idealnym instaświatem. Szczerze mówiąc byłam bombardowana sześciopakiem, perfekcyjnym śniadaniem, obiadem, kolacją i wszechobecnymi zdjęciami z treningów 24/7. Czytałam opisy i sugerowałam się nimi od czasu do czasu. Sama sporo publikuję, wiem. Stawiam jednak na dobre i zdrowe przede wszystkim podejście. Nie chcę popadać w paranoję, naprawdę. Nie przygotowuję się do zawodów w kulturystyce. Chcę być zdrowa, Ty powinnaś mieć ten sam cel. Może też czujesz się przeciążona wszechobecną motywacją i masz dość sprzecznych informacji płynących z każdej strony?  Gubisz się?
Witam w klubie.

Jak zaczynałam swoją przygodę ze zdrowym stylem życia moda była całkiem inna. Kiedyś rano na portalach królowały kolorowe owsianki i omlety. Teraz prym wiodą jajka i inne dania, głównie białkowo- tłuszczowe. Jeszcze rok temu mówiło się o tym, aby owoce jeść w pierwszej połowie dnia. Teraz cieszą się one większą popularnością wieczorną porą. Laktoza i gluten to teraz generalnie zło najgorsze. Co z tym fantem zrobić? Próbować i znaleźć sposób na siebie. Wiele razy Ci już tłumaczyłam, że jesteś wyjątkowa. Twój organizm funkcjonuję trochę inaczej niż wszystkie inne. Nie ma jednego złotego środka.

Jeżeli mnie znasz, to wiesz, że lubię raz na jakiś czas rzucić sobie jakieś wyzwanie. Przez dwa tygodnie jadłam rano białkowo- tłuszczowe śniadania. Ich idea jest taka, że dają uczucie sytości na dłużej. Mięso, jaja, ryby i warzywa to główne pozycje na śniadaniowych top listach w ostatnim czasie. Czy ja poczułam jakąś zmianę? Niestety nie. Mój brzuch już wie, o której dostanie następną porcje paliwa. Głodniał tak samo po jajecznicy i po owsiance. Ciężko mi było też uzyskać uczucie sytości. Do jajecznicy zwykle dokładałam kromkę chleba lub inne źródło węglowodanów, które mnie poniekąd zapychało. Tu jednak starałam się tego nie robić.  Po dwóch tygodniach jajka wychodziły mi już bokiem, a na inne kombinacje jakoś nie miałam ochoty. Odpuściłam nie tylko z tego powodu. Zaczęłam częściej (prawie codziennie!) trenować rano, bo wieczorami pracowałam. Trening bez naładowania węglowodanami? Nie ma opcji! Jeżeli jednak Ty spróbowałaś i pasuje Ci to wyjście, cieszę się! Zauważasz pozytywne skutki zmiany? Napisz mi o nich koniecznie. Jeżeli chcesz spróbować, daj sobie szansę. A może akurat coś pozytywnego się zadzieje? Warto próbować! Ja będę próbować w dni nietreningowe lub takie, kiedy trening będzie zaplanowany na wieczór. Może jeszcze zmienię zdanie.

Jest jeszcze coś, o czym chciałabym tu napisać. Chodzi o dietę i jej rozpisywanie. Wiele osób pytało mnie, czy mogłabym rozpisać im spersonalizowaną dietę. Moja odpowiedź zawsze jednak jest, była i będzie przecząca. No chyba, że w jakiś magiczny sposób stanę się dietetykiem za kilka lat, czego wcale nie wykluczam. Wracając do tematu- nie podejmuję się tego nie dlatego, że nie chcę komuś pomóc. Stworzenie odpowiedniego planu żywieniowego wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Nie mam wiedzy, kompetencji. Doświadczenia też mi brakuje. Naprawdę nie chciałabym mieć czyjegoś zdrowia w swoich rękach. Krew mnie zalewa jak widzę, kto oferuje tak zwaną współpracę. Często są to dziewczyny, które same cały czas korzystają z diet rozpisanych przez trenerów. Nie grajcie ze swoim zdrowiem i powierzajcie je tym, którzy naprawdę będą potrafili Wam pomóc. Takie osoby też można znaleźć. Nie będę rzucać tu nazwami i linkami. Nie chcę nikomu zrobić reklamy, z nikogo nie chcę też robić sobie wroga.



Może i jest tu trochę chaosu. Może przesadziłam. Chcę jednak być szczera, bo jestem u siebie. Chcę, żeby zdrowy styl życia był dla Ciebie przyjemnością, a nie sumą nakazów i zakazów. Ciesz się każdym dniem, każdym posiłkiem i treningiem. Bardziej ciesz się jednak obecnością bliskich, rodziny, przyjaciół i rozwojem własnych pasji. Żyj z dnia na dzień, nie z treningu na trening. Żyj pełnią życia, a nie z zegarkiem w ręku- od pierwszego do drugiego śniadania. Wyrzuć to, co Cię drażni. Szukaj wartościowych motywacji, które nie będą wywierać na Tobie presji i powodować poczucia winy. Nigdy nie zapominaj o tym, że robisz to dla siebie. Bądź sobą i wytycz własną ścieżkę do sukcesu!

Buziak ;*