Co nowego u mnie? Aktualności

Tak, tak- taki wpis z pewnością jest tu potrzebny. Obok ciągłej motywacji, dietetycznych inspiracji i treningowych recenzji przyda się tu chyba kilka słów o autorce raz na jakiś czas. O to właśnie ostatnio pytałyście, więc zbieram myśli i spisuję co, jak, kiedy, gdzie, jak często i w jakim celu. Zaprasza do mojego świata!



Jeżeli jesteś tu ze mną od jakiegoś czasu, nie muszę przedstawiać Ci całej historii. Dla przypomnienia powiem tylko, że schudłam 21 kg trenując z Ewą Chodakowską i zmieniając nawyki żywieniowe.
Więcej na temat mojej metamorfozy możesz poczytać tutaj:



Moja przygoda z odchudzaniem oficjalnie się zakończyła. Teraz żyję zdrowo, ćwiczę i pielęgnuję nawyki żywieniowe nie tylko po to, aby wagę utrzymać. Dzięki aktywności fizycznej czuję się świetnie w swoim ciele. Uzależniłam się od potreningowych endorfin i nie mam zamiaru żegnać się z nimi nawet na chwilę. Inaczej jeść też już nie potrafię. Zdrowo, pełnowartościowo i smacznie musi być każdego dnia.


DIETA

Aktualnie trzymam się 4-5 posiłków w mniej więcej regularnych odstępach. Wzorem do naśladowania jeszcze nie jestem, a idzie mi lepiej każdego kolejnego dnia. Mój żołądek domaga się dostarczenia energii co kilka godzin. Zwykle jedząc śniadanie potrafię przewidzieć, o której będę głodna. Zgraliśmy się po prawie 20 latach!
Moje posiłki są bardzo zróżnicowane. Staram się, aby zawsze znajdowały się w nich wszystkie grupy pokarmów: węglowodany, białka i tłuszcze oraz mnóstwo wartości odżywczych, witamin. Jem bardzo dużo warzyw, sporo owoców, chociaż na nie muszę mieć chęć. Na mojej stronce na Facebooku: Nowe ciało- nowe życie znajdziecie moje propozycje.
Piję dużo wody, wody z miętą i cytryną oraz herbat. Jedna kawa w ciągu dnia też regularnie u mnie gości, dwie w kryzysowych momentach.
Wspomnę jeszcze o nabiale, który z początkiem maja udało mi się bardzo mocno ograniczyć. Dlaczego? Stwierdziłam, że moje cierpienia i bóle brzucha po każdym serku, twarożku czy jogurcie nie są warte tych chwil przyjemności. Nie mogę powiedzieć, że produkty mleczne wyeliminowałam całkowicie. Od zawsze byłam ogromną fanką serów i moja miłość do nich nie uległa zmianie. Niektóre dania bez mozzarelli nie mają smaku i sensu, a na kanapkach często lądują moje ulubione rodzaje, których jest tyle, że nie jestem w stanie ich wymienić. Mleko zamieniłam na roślinne mleka i napoje. Myślałam, że będzie dużo gorzej, a radzę sobie świetnie. Widzę przede wszystkim, że nabiał miał na mnie niekorzystny wpływ, a po co utrudniać sobie życie?
W ramach przypomnienia powiem tylko, że nadal nie liczę kalorii, makro i innych skomplikowanych rzeczy. Na wyczucie!
Każdego dnia jem zdrowo, ale raz na jakiś czas pozwalam sobie bez wyrzutów na małe szaleństwo. Lody? Pewnie. Wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko rozsądnie dawkować te przyjemności.

TRENINGI

Miłość i zmora w jednym. Ciągłe ambicje podwyższania poprzeczki chodzą za mną non stop. Dobrze? No pewnie, że tak. Trenuję 5-6 razy w tygodniu, najczęściej z płytami  Ewy. Czasami sięgam też po zestawy innych trenerek. Nie mam ulubionego treningu. Każdy kocham i nienawidzę na swój sposób. 1-2 razy w tygodniu biegam w ramach treningu, 5-10 km, czasem trochę więcej. Wszystko zależy od nastroju. Zwykle ćwiczę 50-60 minut, chociaż zdarzają się słabsze dni. W myśl zasady, że zły trening to ten, którego nie wykonałam, walczę zawsze.
Ważnym pojęciem jest dla mnie regeneracja. Regularne dni odpoczynku, stretching, rolowanie... Ćwiczę dla zdrowia, świadomie. Szanuję swoje możliwości.
Od czasu do czasu rzucam sobie małe wyzwania. Jednym z nich jest dobiegający końca Tydzień Metamorfozy. Ewa walczy z grupą w Grecji, a ja i moje wojowniczki walczymy w domach. Postawiłam sobie za cel wykonywanie jednego dodatkowego i lżejszego zestawu lub krótkie wybiegania obok treningu głównego. Udało się!

MOTYWACJA

Tej codziennie jest mnóstwo. Każdy komentarz, wiadomość i Twoja wizyta tutaj ma na nią ogromny wpływ. Ciągle jest jakiś cel. Akceptuję siebie, ale chcę być lepsza każdego kolejnego dnia, więc poprawa wyglądu ciała swoją drogą. To brzuch, to pośladki, to uda, to ramiona... My kobiety tak mamy. Faceci też marudzą, tylko robią to trochę ciszej.
Chcę przede wszystkim pracować nad kondycją. Kolejny półmaraton już zaplanowany. Wypadałoby nie pobiec gorzej. Poza tym każdy nachodzący wyjazd warsztaty, nowe przedsięwzięcia... Aż chce się chcieć!
W chwilach kryzysu mam się do kogo odezwać. Moje niezastąpione motywatorki- grupa wsparcia, postawią na nogi nawet największego lenia. Często też wracam myślami do przeszłości, czytam dawne wpisy, biorę w dłoń Be Active z moją metamorfozą i ładuję akumulatory wspominając swój sukces.

PLANY

W sumie ciężko mi cokolwiek powiedzieć. Pomysły zwykle rodzą się w głowie znienacka i od razu wchodzą w realizację. Jak wymyślę coś nowego, dam znać.


Nie chcę, abyś się na mnie wzorowała. Popełniam pewnie mnóstwo błędów i staram się je każdorazowo eliminować. To moja recepta na szczęście. Ty możesz zmodyfikować ją na własne potrzeby.


Macie jeszcze jakieś pytania lub sugestie dotyczące wpisów? Co czytacie najchętniej? Czekam na opinie w komentarzach.

Buziak ;*







Fasolowe brownie z migdałami

To żadna nowość, że lubię słodycze. Znacie kogoś, kto nie lubi? Cukru unikam jednak jak ognia i szukam zdrowych zamienników. Zdrowie niekoniecznie musi być nudne i niesmaczne, w sumie nigdy takie nie jest w moim wydaniu!



Dziś przepis udoskonalony. Na blogu krążyło kiedyś już ciacho fasolowe. Teraz jednak przepis udoskonaliłam i postanowiłam podzielić się nim tu ponownie.

Potrzebujemy:

  • puszkę czerwonej fasoli (240 g)
  • 2 łyżki kakao naturalnego
  • 2 banany
  • 1 łyżeczkę proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • żurawinę, 
  • orzechy
  • porcja odżywki białkowej (u mnie smak ciasteczkowy)- OPCJONALNIE 
Fasolę przepłukujemy na sicie. Blendujemy. Dodajemy banany i ponownie rozcieramy blenderem razem z fasolą. Dosypujemy kakao, proszek do pieczenia oraz przyprawę do piernika. Opcjonalnie możemy dodać także odżywkę, która jeszcze bardziej osłodzi nam nasz wypiek. Dokładnie mieszamy wszystkie składniki. Dodajemy migdały i wylewamy ciasto do formy. Na wierzchu układamy dodatki- żurawinę, orzechy i dodatkowo migdały. Pieczemy przez 30 minut w 180 stopniach. 

Smacznego!



Jeżeli boicie się, że ciasto będzie za mało słodkie, dodajcie łyżkę ksylitolu lub innego słodzidła. 

Wymiary mojej foremki: 17 cm w najszerszym miejscu, 6 cm głębokości.



Próbowaliście kiedyś fasolowych wypieków? Macie może jakieś sprawdzone przepisy lub dodatki? Dajcie koniecznie znać!

Buziak ;*




    Fit czy kit?

    Fit tu, fit tam... Wszystko i wszyscy chcą dziś być fit bez większego zastanowienia w co tak naprawdę się pakują. Czy bycie fit to naprawdę tylko przeliczanie każdego grama posiłku, ryż i kurczak i niewychodzenie z siłowni? Jedząc lody z przyjaciółmi i wsuwając kawałek ulubionego ciasta jestem już skreślona? Nie! W dzisiejszym wpisie kilka motywacyjnych refleksji. 


    Bycie fit to zachowywanie dobrej formy fizycznej i psychicznej. Jest to prowadzenie zdrowego, zbilansowanego trybu życia w zgodzie ze sobą. Wszystko zaczyna się w Twojej głowie. Sama decydujesz o tym, jak postrzegasz siebie. Nie chodzi wcale o kilogramy, centymetry i rozmiar spodni. Tak naprawdę wygląd ciała nie jest najistotniejszy. Ono jest Twoją wizytówką, ale bez kraty na brzuchu też możesz być w pełni szczęśliwa. Ja jestem!


    Moda się zmienia, ale zdrowie zawsze będzie na czasie. Nawet jeżeli za jakiś czas na portalach społecznościowych i w Internecie dziewczyny przestaną motywować pięknie zarysowanymi mięśniami, zdrowie nadal będzie i moim i Twoim priorytetem. Właśnie dla niego to robisz. Resztę można wypracować i osiągnąć, ale o nie trzeba nieustannie dbać. 

    Życie jest za krótkie na ciągłe ograniczenia. Każda z nas powinna znaleźć swój złoty środek, balans. Jeżeli trzymanie diety 24/7 daje Ci szczęście, trzymaj ją. Jeżeli masz jednak ochotę na coś normalnego, spełnij swoją zachciankę. Wszystko zależy od tego, jaki cel Ci przyświeca. Ja chcę po prostu być zdrowa i szczęśliwa. Mam pełną kontrolę nad tym, co wkładam do ust. Kiedy ląduje w nich coś niespecjalnie wartościowego, nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Fakt, takie sytuacje nie mają miejsca często, zdarzają się jednak. Na świecie jest tyle dobrych rzeczy, że odmawianie sobie wszystkiego cały czas byłoby istną głupotą. Trzeba wiedzieć kiedy i na co można sobie pozwolić. 



    Nie naśladuj nikogo. Nie goń za cudzym ideałem. Czerp inspirację i motywację, ale nie staraj się deptać komuś po piętach na jego własnej ścieżce, bo i tak go nie wyprzedzisz. Sama musisz znaleźć na siebie sposób. Każda z nas jest inna, ma trochę inne potrzeby. Nawet jeżeli nasze cele są podobne, to możliwości na ich osiągnięcie jest mnóstwo. Musisz tylko poznać siebie i swoje możliwości, zaprzyjaźnić się ze sobą i zaakceptować obecny stan rzeczy. Będzie tylko lepiej! 

    Nie bój się próbować. Nawet jeżeli spotka Cię niepowodzenie, nigdy nie pożałujesz tego, że nie dałaś sobie szansy. A może jednak się uda? Najtrudniej jest zacząć, naprawdę. Im większe wyzwanie, tym większa satysfakcja. Przecież nie nic do stracenia. Pamiętaj, że to Ty jesteś najważniejsza. Egoizm od czasu do czasu jest naprawdę wskazany. Chociaż raz pomyśl o tym, co jest dobre dla Ciebie. Nie chodzi o chwilowe przyjemności, a o kompleksowe działania, które odbiją się trwałymi, pozytywnymi skutkami. Wiem, że wymówek jest mnóstwo. Mnożą się każdego kolejnego dnia, w którym zwlekasz. Nigdy nie będzie łatwiej. Sukces nie spadnie z nieba. Możesz go jednak stamtąd sprowadzić.

    Bądź sobą i bądź dobra dla siebie. Zaufaj sobie. Zostaw przeszłość i zacznij czerpać radość z każdej chwili. Nie pozwól nikomu zepsuć sobie nastroju i podcinać sobie skrzydeł. Jeżeli czujesz, że ktokolwiek ma na Ciebie zły wpływ, zakończ jak najszybciej tę toksyczną relację. Szybko poczujesz różnicę. Złapiesz wiatr w żagle i nikt nie będzie w stanie Cię powstrzymać.




    Bycie fit naprawdę nie objawia się na Twoim talerzu. Selfie w lustrze na siłowni też o nim nie świadczy. Chodzi o szacunek do samej siebie, dbanie o każdą płaszczyznę życia, maksymalną samorealizację, wykorzystywanie każdej minuty na działanie i spełnianie własnych marzeń! Popychaj się do granic możliwości i wymagaj od siebie więcej każdego kolejnego dnia.

    Ja jestem fit w 100%, a Ty? 

    Buziak ;*

    Marzenia się spełnia- relacja z warsztatów w Gdańsku

    Ile razy ktoś życzył Ci spełnienia marzeń? Pewnie setki, a może nawet tysiące... Czy któreś się spełniło same z siebie? Wątpię. Każdy osiągnięty cel okupiony był ciężką pracą. Samo z siebie nie dzieje się nic. O wszystko trzeba zawalczyć. Pewnie wydaje Ci się, że po prostu mam szczęście. Wiele osób, które spotykam na swojej drodze jest tego zdania. Zawsze mówię, że mam szczęście do ludzi z którymi krzyżują się moje ścieżki. Na każdym kroku przekonuję się, że dobro naprawdę wraca. Miniony weekend był jednym wielkim spełnieniem marzeń. Dziś Ci o nim opowiem.




    Po warsztatach w Poznaniu klamka zapadła. Postanowiłam wykorzystać maksymalnie wszystkie możliwe opcje wyjazdów na warsztaty z teamem BeActive. Naprawdę możesz uważać, że jestem wariatką, maniakiem i mam obsesję. Trochę tak jest. Uwielbiam Ewę, jej energię, jej zespół i warsztatową atmosferę. Może przesadzam, ale naprawdę dobrze mi z tym. Po Poznaniu był Lublin, a po Lublinie postanowiłyśmy z moimi wspaniałymi dziewczynami spotkać się w Gdańsku. 

    Jechałam nastawiona pozytywnie, chociaż tydzień poprzedzający warsztaty był naprawdę trudny. Działo się tyle, że jedyną czynnością, na którą miałam chęć był sen. W piątek zmotywowałam się jednak, wsiadłam w pociąg i pojechałam. Natchnęło mnie coś i wpisałam pod zdjęciem na Instagramie kilka słów. 

    Droga długa. Niedawno wracałam z Lublina, a teraz siedzę w pociągu do Gdańska. ❤️ Możecie myśleć, że zwariowałam. Siedzę trzy godziny w dusznym i ciasnym pociągu, w którym jedyną klimatyzacją jest otwarte okno i drzwi, tylko po to, aby jutro razem z dwustoma innymi osobami się spocić i pstryknąć fotkę z Ewą Chodakowską. Uzależnienie, czy może obsesja? Dla mnie to sposób na budowanie wspomnień! Nie chodzi o trening, chodzi o energię, którą naładuję się na kolejne miesiące działania. Chodzi o spotkania, rozmowy, wzmacnianie przyjaźni i zawieranie nowych znajomości. ❤️ Te, które zrodziły się na podstawie wspólnych pasji są najcenniejsze i żadne odległości geograficzne im nie straszne. Prawda #mygirls? Takie wydarzenie to okazja, której nie wolno przegapić! Wszystko się da, trzeba bardzo mocno chcieć. Możesz więc łapać się za głowę, a ja i tak pojadę robić swoje! 

    Ku mojemu zaskoczeniu post ten polubiła Ewa. Nie był to jednak pierwszy raz, kiedy serduszkowała moje zdjęcia.



    Po szczęśliwym dojechaniu do Trójmiasta i spotkaniu z moimi wspaniałymi dziewczynami postanowiłyśmy nie siedzieć do późna, tylko wyspać się na kolejny, pełen treningów dzień.

    Rano był kryzys. Naprawdę mi się nie chciało. Ola (endo_rfina) śpiąca obok też nie ułatwiała sytuacji i nie tryskała energią. Łóżko miało tak silną grawitację... Pomyślałam jednak o spotkaniu ze wspaniałymi ludźmi, którzy będą ćwiczyć razem ze mną i szybko zebrałam myśli, spakowałam plecak i wraz z moimi pozytywnymi wariatkami, Olą i Paulą (idacprzedsiebie), ruszyłam na trening.

    W hali czekała Weronika (ikulaaa) oraz Emilka (emilia.bialek), z którymi codziennie widzę się na Instagramie i nie mogłam się doczekać spotkania na żywo. Przyjaźnie na odległość naprawdę mają ogromny sens! Trzeba je tylko odpowiednio pielęgnować. Czuję, jakbyśmy znały się od lat, a było to nasze pierwsze lub drugie spotkanie. Wspólne pasje łączą ludzi, a my jesteśmy tego dowodem. Poznałam także wiele wspaniałych osób. Rozmowy kleiły się od samego początku.


    Warsztaty standardowo rozpoczęły się od zumby z Maćkiem Jopkiem. Ten rodzaj ćwiczeń mogę praktykować tylko z nim! Może dlatego, że jego układy nie przypominają tych klasycznych, których nie cierpię. Ma niesamowitą energię i naprawdę zaraża pasją.

    Po rozgrzewce przyszła pora na najbardziej wyczekiwany punkt programu, czyli trening z Ewą Chodakowską. Emocje sięgały zenitu. Uśmiechnięta wyszła na scenę i przywitała się z nami bardzo serdecznie. Powiedziała, że przed treningiem chce nam coś przeczytać. Wyjęła telefon i zaczęła czytać mój wpis, który przytoczyłam wcześniej, a mnie wyściskała i zaprosiła do wspólnego treningu na scenie. Tak naprawdę nie potrafię wyrazić słowami tego, co czułam. Miałam wybrać sobie towarzyszkę i propozycja nie do odrzucenia powędrowała do Pauliny. Mogłam tak podziękować jej za jej kwietniowy przyjazd do Poznania i przebiegnięcie ze mną półmaratonu.




    Ćwicząc w halach w Poznaniu i Lublinie nawet nie marzyłam o zmierzeniu się z warsztatowym wyzwaniem obok mojej ulubionej trenerki.  To było naprawdę wspaniałe przeżycie. Przybijanie piątek po każdej rundzie było bezcenne. Miałam o wiele więcej energii i motywacji. Niektóre ćwiczenia były naprawdę wymagające. Dałam z siebie wszystko! Spełniłam marzenia, o którym nawet nie śniłam i utwierdziłam się w przekonaniu, że dobro naprawdę wraca.

    Po programie Ewy byłyśmy padnięte, jednak w planach miałyśmy jeszcze trzy treningi: z Lefterisem, Patrykiem Puczyłowskim i Tomkiem Choińskim. Na szczęście rozmowa z dietetykiem, Martą Kielak, to zawsze dobry moment na uzupełnienie energii i zebranie sił na kolejne wyzwania.

    Zaliczyłyśmy wszystkie zaplanowane treningi, zrobiłyśmy mnóstwo pamiątkowych zdjęć. Obowiązkowe selfie z Chodakowską też oczywiście mam. Ciężko było nam się rozstać. Miałyśmy tyle tematów do rozmowy, tyle pytań do siebie nawzajem. Już zaplanowałyśmy kolejne spotkanie, a następny warsztatowy sezon będzie nasz!


    Mój wyjazd do Trójmiasta to oczywiście nie tylko warsztaty. Z Olą i Pauliną w roli przewodnika w niedzielę zwiedziłyśmy piękny Gdańsk i Sopot, przywitałyśmy się z Bałtykiem i zaliczyłyśmy 30 km spaceru po wybrzeżu. Wieczorem, na zwieńczenie spotkania, zrobiłyśmy razem trening, aby pozbyć się zakwasów, zjadłyśmy pyszną, długo wyczekiwaną kolację i rozstałyśmy się po wielogodzinnych rozmowach.


    Dla takich chwil warto żyć. Trzeba mieć marzenia, brać je we własne ręce i działać. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że miniony weekend zapamiętam do końca życia. Dziękuję także Tobie. Gdyby Cię tu ze mną nie było, pewnie nie byłabym w miejscu, w którym teraz jestem. Tobie także zawdzięczam swoje sukcesy!

    Życzę Tobie i sobie wielu takich momentów. Nie piszę tego, żeby się pochwalić. Piszę dla siebie, żeby utrwalić swoje wspomnienia i wracać w trudniejszych chwilach. Może zachęcę Cię do udziału w następnych warsztatach i spotkamy się w którymś zakątku Polski w przyszłym sezonie?

    Buziak ;*

    FIT cookies- dietetyczne ciastka

    Dziś mam dla Ciebie przepis na klasyczne, amerykańskie cookies, czyli ciasteczka z czekoladą. Ciastka są oczywiście zdrowe, inaczej być nie może! Osłodzą nie jedno deszczowe popołudnie. Podczas weekendu w Trójmieście podbiły serducha moich kochanych przyjaciółek. Mam nadzieję, że zasmakują i Tobie


    Składniki (6-7 porcji):

    • szklanka mąki pełnoziarnistej żytniej lub gryczanej (możesz zmieszać) 
    • 4 łyżki oleju kokosowego 
    • 1 jajko 
    • 4 łyżki ksylitolu lub innego słodzidła
    • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 
    • 1/3 łyżeczki soli 
    • 3 kostki gorzkiej czekolady 
    • rodzynki, żurawina (według preferencji) 

    Przygotowanie:

    Połącz w misce suche składniki (mąka, proszek do pieczenia, sól). Ksylitol (lub inne słodzidło) ucieraj za pomocą miksera przez kilka minut, dodaj jajko i zmiksuj dokładnie z tłuszczem i ksylitolem. Połącz powstałą masę z suchymi składnikami i mieszaj do otrzymania jednolitej masy. Dodaj posiekaną czekoladę i/lub ulubione dodatki i raz jeszcze dokładnie wymieszaj. Formuj ciastka z 1-2 łyżek masy. Podczas pieczenia się jeszcze delikatnie spłaszczą. Piecz w piekarniku nagrzanym do 160 stopni przez 15 minut. Po tym czasie odstaw jeszcze na 10. 

    Smacznego!

    Daj koniecznie znać, czy smakowały. Moim zdaniem są świetną alternatywą i jednocześnie konkurencją dla sklepowym Piegusków

    Ten i sporo innych ciekawych i w większości dietetycznych przepisów znajdziecie TUTAJ. Jacek mi pozazdrościł i też postanowił spróbować swoich sił w blogosferze. Blog dopiero raczkuje, ale już teraz warto na niego zaglądać. 

    Buziak ;*

    Niemożliwe nie istnieje!

    Nie jest Ci łatwo. Wiem o tym. U mnie też nie zawsze jest kolorowo. Staram się jednak w szare dni brać kredki w własne ręce i domalowywać co się da. To naprawdę nic trudnego, może też spróbujesz? Jeżeli cokolwiek możesz zmienić nawet w pozornie beznadziejnej sytuacji, próbuj. Jeżeli nie podejmiesz próby, nigdy się nie przekonasz. Nadzieja przecież umiera ostatnia. Zawsze jakaś drobna cząstka zależy od Ciebie. Może się okazać, że jest ona decydująca.



    Gdyby wszystko zawsze się udawało i szło po naszej myśli, a marzenia spełniałyby się na pstryknięcie, nie miałabyś z niczego satysfakcji. Nigdy nie czułabyś się szczęśliwa, spełniona. Już teraz ciężko jest się nam cieszyć z małych rzeczy, doceniać drobnostki. Żyjemy w takim pośpiechu, że czasem nawet nie zauważamy własnych dokonań. Nie czerpiemy radości z osiągniętego sukcesu, tylko ślepo gonimy kolejny cel. Może czasem warto wziąć oddech i przez chwilę pożyć?

    Poprzeczkę trzeba sobie ciągle podnosić. Każdego dnia wymagać od siebie więcej, być konsekwentnym i zdeterminowanym. Wiele razy już to pisałam i każdego dnia staram się kierować tymi zasadami. Jestem świadoma tego, że na każde, mniejsze lub większe osiągnięcie zapracowałam sama. Nic nie jest dziełem przypadku. Nie wstydzę się mówić o sukcesach, bo one z mi z nieba nie spadły. Każdy związany był i jest z ogromną satysfakcją. Chcę, abyś ją poczuła! Daj sobie szansę i doceń własny, nawet najmniejszy krok do przodu. Znajdź na to czas, zanim pobiegniesz dalej. Popracuj nad pięknymi wspomnieniami. 

    Uwierz mi, że to nie ma nic wspólnego z osiadaniem na laurach i obnoszeniem się z sukcesem. Twoim celem nie jest wzbudzenie niczyjej zazdrości. Masz uświadomić tylko i wyłącznie sobie, że dałaś radę i że od teraz poradzisz sobie z każdą przeciwnością losu. Taka chwila oddechu tylko podsyci Twój apetyt na więcej i dodatkowo zmotywuje Cię do działania.

    Nie jesteśmy zaprogramowanymi robotami. Czasem musimy zmienić schemat działania lub zrezygnować z perfekcyjnie dopracowanego planu. Brakuje sił, chęci, motywacji... Być może w ogóle przestało Ci na czymś zależeć, a cel stracił dawną ważność? W głowie za to zrodziło się za to coś nowego, co nadało życiu sens. Stoisz na rozstaju dróg. Ryzykować, czy brnąć dalej? Jeżeli jest coś, co robisz wbrew sobie, odpuść. Życie jest za krótkie na wewnętrzne nieporozumienia. Rób to, co chcesz, a nie to, co powinnaś.

    Nawet jeżeli Twoje pragnienia wydają Ci się nierealne, działaj. Jeżeli chcesz dokonać czegoś niemożliwego, skup się na tym, co jest możliwe w chwili obecnej i przesuwaj każdego dnia tę granicę. Jest ona naprawdę bardzo ruchoma i tylko od Ciebie zależy, jak bardzo nierealne marzenia będziesz w stanie spełnić. Musisz tylko dopuścić do siebie swoje uczucia. Słuchanie głosu rozsądku nie zawsze przynosi samorealizację i satysfakcję. Ryzyko jest wpisane w życie każdego człowieka. Trzeba je podejmować.



    Przed startem nie rozpatruj wszystkich ewentualności. Nie myśl o porażce. Nastawiaj się pozytywnie. Zobacz oczami wyobraźni osiągnięty cel. Nawet jeżeli coś nie pójdzie po Twojej myśli, szybko zmień sposób myślenia. Zaakceptuj to, co się wydarzy i postrzegaj jako nowe doświadczenia, których brakowało Ci w Twojej kolekcji. Dzięki nim kolejnym razem będzie o wiele łatwiej, zobaczysz!

    Trzymam kciuki za Ciebie każdego dnia. Dziękuję za wszystkie wiadomości, które ostatnio do mnie spłynęły. Cieszę się, że mogę przyczyniać się do uśmiechu pojawiającego się na Twojej twarzy. Inspirujemy się nawzajem, pamiętaj.

    Buziak ;*

    Trenuję- Pomagam #1 otwarty trening w Poznaniu

    W sobotę 7 maja w Poznaniu odbył się #1 otwarty trening Fundacji Trenuję- Pomagam, który wraz z Ewą z Fit jest Git miałam okazję współorganizować i poprowadzić.



    Propozycję Fundacji przyjęłyśmy natychmiast. Z upływem czasu pojawiały się mniejsze lub większe wątpliwości. W końcu nie miałyśmy zbyt wielu doświadczeń. Wiedziałyśmy jedno- trening na pewno będzie świetną zabawą! 



    Pogoda dopisała, a uczestnicy punktualnie o 11:00 stawili się nad Jeziorem Rusałka. Uśmiechnięci rozpoczęliśmy zaplanowany trening grupowym biegiem dookoła pięknej Rusałki. 3,5 km we wspaniałym towarzystwie minęło bardzo szybko. 



    Mieliśmy okazję lepiej się poznać, porozmawiać i jeszcze bardziej zmotywować do walki. Sport tak świetnie integruje. Wszyscy od razu odnaleźliśmy wspólny język. Czas upłynął bardzo szybko, za szybko. Uwierzcie mi na słowo, to towarzystwo jest zawsze wyznacznikiem dobrej zabawy!



    Po biegu i uzupełnieniu płynów- wód od Power Water's, które dostarczyła nam Kinga z Fit Duet rozpoczął się trening właściwy. Była prawdziwa moc, tysiące spalonych kalorii i mnóstwo dobrej energii! Mocny wycisk, który zafundowałyśmy z Ewą dał się we znaki nie tylko uczestnikom, ale także nam- endorfinowe szaleństwo. 



    Po treningu nadszedł czas na pamiątkowe zdjęcia, chwile rozmowy i odpoczynek. Trening przeszedł do historii. 

    Dziękujemy wszystkim za wspaniałą zabawę! Mamy nadzieję, że naprawdę się Wam podobało i nie opuście kolejnego, wspólnego wydarzenia, które już planujemy. Zarażajcie dobrą energią i zachęćcie znajomych do udziału w kolejnym treningu! 

    Dziękujemy także za mnóstwo ciepłych słów, które spłynęły bezpośrednio do nas oraz do Fundacji. Nawet nie wiecie, jaka to ogromna motywacja do działania!

    Buziak ;*