Podsumowanie listopada

Jak zwykle wszystko na ostatnią chwilę, a nawet z drobnym poślizgiem. No cóż, taka już jestem. Zrobię wszystko, dokonam niemożliwego, muszę jednak czuć nad sobą presję czasu. Wtedy mam motywację i jestem bardziej zmobilizowana. 


Listopad dobiegł końca. Szczerze nie cierpię tego miesiąca. Na studiach zaczyna się prawdziwa nauka, dzień jest tak krótki, że ledwo go dostrzegam, słońca jak na lekarstwo, a pogoda... O niej może lepiej nie wspominać?


Starałam się jednak z całych sił, aby tegoroczny listopad był trochę łaskawszy niż co roku. Czy mi się to udało? Myślę, że tak!

Zacznę może od małych sukcesów. Zaczęłam regularnie brać witaminy. Wiem, że nie ma się czym chwalić, ale dla mnie to naprawdę coś! Uwierzcie, że łatwiej mi zrobić trening i o tym nigdy nie zapomnę, a o wzięciu kilku tabletek już tak. Dzięki witaminie D nie czuję się taka ospała i deficyt słońca mniej mi dokucza. Same plusy!

Treningowo miesiąc wypadł całkiem nieźle. Nie miałam chyba kryzysów i dni, kiedy po prostu nie zrobiłam treningu z lenistwa. 24 dni konkretnych treningów na 6 dni odpoczynku to dobra proporcja. Troszeczkę pobiegałam, regularnie chodziłam na siłownię lub wylewałam siódme poty w domu, na macie. Uważam, że mogę być z siebie dumna!



Jeżeli chodzi o jedzenie nie zmieniło się nic. Utwierdziłam się tylko po raz kolejny w fakcie, że zjedzenie czekolady, czy lodów raz w tygodniu lub czekolady i lodów, lub czekolady i lodów i pizzy, mi nie zaszkodzi. Ile przy tym dobrej zabawy (oczywiście w dobrym towarzystwie)! Cieszę się, że nauczyłam się takiego podejścia do sprawy. 



W listopadzie działo się sporo. 11.11 biegłam w Biegu Niepodległości w Mirosławcu. Fajna i klimatyczna impreza zorganizowana przez fanatyków biegania. Miło było pokonać te 10 km w takim towarzystwie!

W drugi weekend miesiąca odwiedziły mnie moje kochane motywatorki- Ola i Pauli. Spędziłyśmy razem wspaniałe chwile, naładowałyśmy się pozytywnie, nagadałyśmy i napociłyśmy przy bieganiu i na siłowni. Zrelaksowałam się maksymalnie i odcięłam na moment od rzeczywistości. Warto od czasu do czasu zafundować sobie taki czas. 




Poza tym cóż... Nauka, trening, praca, gotowanie, nauka, nauka, nauka... Takie już jest to moje życie. Nie zamieniłabym się jednak miejscem z nikim i za nic! Nowy miesiąc to już jeden z tych moich bardziej lubianych. Czas na uganianie się za prezentami, zimową herbatę z imbirem i cytryną, siedzenie przy zapachowych świeczkach pod kocem (i notatkami w ręku) i wyczekiwanie Świąt. Te będą magiczne, jak co roku!

Pięknego grudnia nam wszystkim!

Buziak ;*





PODOBNE POSTY

Dziś jest dobry dzień na spełnianie marzeń!

Wydaje mi się, że dawno nie dostałaś ode mnie porządnego kopa z dobrą energią. Dziś naprawdę mam dzień, w którym chciałabym Ci go dać. Chcę Ci udowodnić, że naprawdę masz naprawdę więcej siły na wszystko niż Ci się wydaje. Musisz tylko w to uwierzyć! Opowiem Ci o sobie, tak od serca.


Moje życie to nieustanna droga pod górkę. Piszę to z pełną świadomością. Pewnie uznasz, że nie mam na co narzekać. Wymarzone studia, praca w kierunku, w którym się kształcę, chłopak, wspaniała rodzina, przyjaciele i mnóstwo czasu wolnego. Celowo podkreślam to słowo, bo to Tobie się tak wydaje, a niekoniecznie tak jest. Obowiązków mam tyle, że spokojnie mogłabym obdzielić nimi całą grupę na studiach, której jestem starostką. Nikt by się nie nudził. Wychodzę z domu obładowana jak wielbłąd o 7:30 (i zwykle spóźniam się na tramwaj, i na zajęcia...), z drugim śniadaniem, czasem obiadem, kawą i herbatą. W poniedziałki i środy trzymam też w zębach torbę na siłownię z ręcznikiem, kosmetyczką i klapkami w pakiecie. Wracam o 18:30, czasem później. Jeżeli uda mi się wcisnąć trening między zajęciami, wieczorem jestem wolna. Jem, robię dzbanek herbaty, zapalam świeczki i zabieram się za naukę. Na moich studiach jej także nie brakuje. Przypominam, że studiuję lingwistykę stosowaną. Jestem na specjalizacji translatorycznej. W wolnych chwilach zwykle po prostu tłumaczę zdania, teksty, wypowiedzi z niemieckiego lub na niemiecki. Czasem ponarzekam, ale wiem, że jestem dokładnie w tym miejscu, w którym chcę być.



Trenuję 5-6 razy w tygodniu, średnio minimum godzinę dziennie. To taki czas dla mnie, hobby. Są dni, w których wolałabym wziąć ciastka, koc i książkę. W siódmy dzień w tygodniu tak właśnie robię. Sięgam też po pizzę, lody, czy burgera. Nie mam wyrzutów. Życie jest za krótkie. Najważniejszy jest balans.

Staram się nie pracować w weekendy. Do książek zaglądam ewentualnie w niedzielę po południu. No chyba, że jest coś, co spędza mi sen z powiek. Spędzam je z rodziną, z chłopakiem lub z przyjaciółmi. To czas psychicznego odpoczynku, wyciszenia i regeneracji, którego bardzo potrzebuję. Staram się twardo stąpać po naszej planecie. Mam jednak chwile zwątpienia. Zastanawiam się, czy to wszystko ma sens. Inni mają łatwiej, nie zamieniają swojego życia w tor przeszkód tak jak ja. Ja liczę jednak gdzieś w głębi serca, że wszystko się kiedyś opłaci. Każda praca, tak jak trening, gwarantuje nam efekty. Czasem musimy poświęcić im trochę więcej czasu. Są one jednak wprost proporcjonalne do naszego zaangażowania.

Co jest kluczem sukcesu? Jak osiągnąć taki stan świadomej samorealizacji, znaleźć balans?


Wydaje mi się, że po prostu pewne rzeczy powinnaś przewartościować. Zacznij od ludzi, którym poświęcasz sporo czasu, a Ci wcale go nie doceniają. Czasem warto zbudować wokół siebie mur i przez bramę wpuszczać tylko tych, którzy na to zasługują. Gdybym chciała wymienić wszystkich, którzy w jakiś sposób mnie skrzywdzili, dnia by mi chyba nie wystarczyło. Nie chcę nawet do tego wracać. Nauczyłam się świadomie izolować od toksycznych wpływów.  Los postawił na mojej drodze kilka takich osób, dla których i z którymi pojechałabym na koniec świata, które w potrzebie są dla mnie i dla których ja chcę być. Świadomość posiadania przyjaciela jest bezcenna. Zastanów się nad tym.

Przemyśl także, co jest dla Ciebie najważniejsze. Zastanów się, na czym naprawdę Ci zależy, w jakiej roli chcesz się spełniać. Ja chcę po prostu być szczęśliwa i czerpać z życia garściami. Chcę żyć tu i teraz i myśleć jednocześnie pozytywnie o przyszłości. Chcę zaplanować to, co da się zaplanować. Chcę mieć pod kontrolą to, co da się kontrolować. Jestem jednak świadoma, że pewnych spraw nie przeskoczę i głową muru nie przebiję. Ten ostatni tekst powtarzała mi mama w podstawówce jak coś nie szło po mojej myśli. Mała Martynka była bardzo zdeterminowana, podobnie jak ta dorosła. Obu sprzyjało i sprzyja nadal szczęście. Czasem mam wrażenie, że dokonuję niemożliwego. Czasem wychodzę obronną ręką z sytuacji bez wyjścia.

Odpowiednie nastawienie naprawdę wiele ułatwia. Ja staram się zawsze widzieć szklankę do połowy pełną. Często daję się ponieść emocjom, chwili. Nigdy nie żałowałam decyzji, które podjęłam spontanicznie. Nie szukam dziury w całym, nie doszukuję się drugiego dna. Od początku do końca robię swoje, bez wymówek. Wiem jednak, kiedy gra przestaje być warta świeczki. Czasem odpuszczam.

Też mam załamania, kryzysy. Też zdarza mi się złapać przeziębienie, wirusa czy po prostu odczuć potrzebę natychmiastowego odpoczynku. Wiem kiedy mój organizm się buntuje. Potrafię odróżnić te sytuacje od silnej grawitacji wytwarzanej przez moje łóżko, czyli po prostu odrzucić lenistwo. Postaraj się opanować tę trudną sztukę.

Nie piszę tego wszystkiego, żebyś napisała mi tu, że mnie podziwiasz. Naprawdę tego nie potrzebuję. Chcę Ci po prostu pokazać, że naprawdę wszystko da się zrobić. Wystarczy odpowiednie nastawienie i dobry plan. To Ty znasz siebie najlepiej. Wiesz co motywuje Cię do działania, na co reagujesz dobrze, a co wprawia Cię w złość i budzi negatywne uczucia. Ty masz być w centrum uwagi. Środków do osiągnięcia celu jest mnóstwo, nie ma jednego, uniwersalnego. Szukaj, próbuj, a na pewno znajdziesz.

Bądź świadoma tego, że nikt nie przeżyje za Ciebie Twojego życia. Nikt nie zwróci straconych chwil, nie cofnie czasu. Weź każdy dzień świadomie w swoje ręce, wstawaj z determinacją i kładź się do łóżka z satysfakcją. Bądź z siebie dumna i sobie wdzięczna za to, co udało się zrealizować. Nie rozpamiętuj błędów. Po prostu ich nie powtarzaj. Uwierz, że dasz radę tak, jak ja uwierzyłam. Uwierz w siebie!

Pamiętaj, w razie pytań na pewno jest ktoś, kto Ci pomoże. Ja też jestem i też pomogę. Po prostu pisz.

Buziak ;*









PODOBNE POSTY

Zasady treningu na siłowni

Dzisiaj znów pod lupę bierzemy moją przygodę z siłownią. Chciałabym trochę naświetlić Ci zasady treningu siłowego, którymi należy się kierować. Po ich uwzględnieniu należy się tylko uzbroić w cierpliwość i czekać na efekty, bo te przyjdą na pewno. Zapraszam do lektury!


Zacznę może od najważniejszej i uniwersalnej zasady, którą kieruję się nie tylko w doborze treningów, ale w każdej dziedzinie życia.


1. Najważniejszy jest cel

Oczywiście, można ćwiczyć dla dobrego samopoczucia i satysfakcji (wtedy to staje się naszym celem, który zamierzamy zrealizować). Ja wolę jednak zaplanować sobie jakieś konkretne osiągnięcie, które wymagać będzie ode mnie nieco więcej wytrwałości i systematyczności. Cel musi być realny. Jeżeli stawiając go masz już mnóstwo wątpliwości, przemyśl sprawę raz jeszcze. Nikt Cię nie goni, sama jesteś dla siebie najtrudniejszą rywalką. Warto mieć coś, co napędza nas do działania, może zmotywować w chwilach kryzysu. Chcesz schudnąć, wyrzeźbić sylwetkę, zwiększyć masę mięśniową. a może popracować nad siłą i wytrzymałością? Ty tu decydujesz. 


Jatomi Fitness/ Poznań City Center



2. Plan 

Przez pierwszy tydzień, no może dwa, można się pokręcić, popróbować, ocenić swoje możliwości i możliwości, które daje nam sprzęt. Po okresie adaptacji i postawieniu celu warto jednak stworzyć plan działania. Dobrze zbudowana rozpiska z treningami zagwarantuje szybkie pojawienie się efektów, pod warunkiem, że będziesz z niej odpowiednio korzystać. W każdym treningu powinny się znaleźć zaplanowane na dany dzień ćwiczenia z zaznaczeniem ilości serii i powtórzeń. Dzięki temu o niczym nie zapomnisz i nie utkniesz na siłowni na pół dnia szukając nowych możliwości ćwiczeń. 
Jak zbudować taki plan? Kwestia jest niezwykle indywidualna. W Internecie znajdziesz sporo rozpisek. Wszystko zależy od tego, na jaki rodzaj treningu się zdecydujesz. Inne ćwiczenia znajdziesz w planie FBW (trening całego ciała), a inne w treningach poświęconych konkretnym partiom mięśniowym. Warto zadbać jednak o powtarzalność i systematyczność. Poza efektami zagwarantuje to także monitorowanie własnych postępów, jeżeli chodzi o siłę i wytrzymałość. Raz na jakiś czas warto dodać do programu jakąś zmianę. Modyfikacje dostarczą nam nowych bodźców, na które nasze ciało z pewnością zareaguje w odpowiedni sposób. Przyczynią się one po prostu do pokręcenia naszych efektów. Ciało się przyzwyczaja, to fakt. Trzeba jest od czasu do czasu czymś nowym zaskoczyć. Jeżeli nie czujesz się na siłach i wolisz otrzymać gotowy plan, z którym powalczysz, zgłoś się do trenera. 

3. Obciążenie

Na początku okrutnie drażnił mnie fakt mojej słabości. Obciążenie, z którym ćwiczyłam wydawało mi się po prostu żenujące. Z czasem jednak zrozumiałam, że cierpliwość popłaca. Nie popełniaj proszę mojego błędu i nie chwytaj się na pierwszym treningu za te same hantle, którymi przed chwilą ćwiczyła osoba obok. Każde ćwiczenie wykonaj najpierw na sucho. Stopniowo dodawaj sobie ciężar lub poproś o pomoc instruktora lub kogoś ćwiczącego w pobliżu, kto wygląda na obeznanego (niekoniecznie musi być to mężczyzna wyglądający jak młody Adonis) o pomoc przy doborze. Na pewno nie usłyszysz nie. Ja w Jatomi przez pierwszy miesiąc non stop o coś pytałam i panowie nie mieli mnie dość. Trzeba się tylko odważyć.

Jatomi Fitness/ Poznań City Center


4. Technika

Tak wiem, nie masz ochoty nawet o tym czytać. Skoro zaglądasz na mojego bloga, wiesz na pewno jak poprawnie ćwiczyć i jak ważna jest dokładność w wykonywaniu treningów. Dziś ugryzę to zagadnienie z nieco innej strony. Poza aspektem zdrowotnym (który jest bezwarunkowo najważniejszy), poprawna technika przyczyni się na pewno do efektywności treningów. Tylko popranie wykonywane powtórzenia są w ogóle warte zachodu. O bezpieczeństwie nawet nie wspomnę.

5. Rozgrzewka i rozluźnienie

Nie wyobrażam sobie wejścia na siłownię i chwytania się za hantle czy wyciąg bez konkretnego rozgrzania. Lubię robić rozgrzewkę! To taki moment, w którym nastrajam się psychicznie na trening, odcinam od świata trosk i problemów i mogę skupić się na przyjemnościach. Rozgrzewka jest bardzo ważnym i stałym elementem każdego treningu. Gwarantuje bezpieczeństwo i sprzyja efektom. Stretching, rozciąganie, wyciszenie czy rozluźnienie- nieważne jak nazwiesz ten czas po treningu. ma również ogromne znaczenie. Nie bez powodu nawet na maszynach cardio znajduje się guziczek z napisem cool down. Po treningu należy uspokoić ciało, podziękować sobie za wytrwałość i pogratulować porządnego treningu. To co napisałam, to kropla w morzu. Temat rozgrzewki i rozluźnienia na pewno poruszę w kolejnym wpisie i bardziej szczegółowo opiszę.

Jatomi Fitness/ Poznań City Center



6. Regeneracja

To wbrew pozorom też część treningu. Pewnie obiło Ci się o uszy, że mięśnie rosną podczas odpoczynku, nie treningu. Czas ćwiczeń to tylko (lub aż) bodziec, który je do tego nakłania. Zmęczone i ciągle trenowane mięśnie zbuntują się i nie będą miały ochoty na dalszą współpracę. Warto zadbać o ich komfort i uwzględnić go przy układaniu planu treningowego. 

Jatomi Fitness/ Poznań City Center


7. Dieta

Jak dieta może być jedną z zasad dobrego treningu siłowego? A no może. To w końcu aż 70% sukcesu. Odpowiednia ilość makroskładników, odpowiednia kaloryczność i różnorodność naprawdę znacznie przyspieszą efekty Twojej pracy. Lepiej wziąć się za coś raz, a porządnie. Wylewanie siódmych potów na siłowni i marnowanie własnego wysiłku poprzez niezdrowe odżywianie to naprawdę istny bezsens i robienie sobie na złość. 


Mam nadzieję, że sprawa teraz wydaje się jeszcze łatwiejsza i nie wahasz się już nad zakupem karnetu. Moja przygoda z Jatomi Fitness trwa w najlepsze i nic nie zapowiada jej zakończenia. Zakochałam się chyba po raz kolejny.

Buziak ;*

P.S. Jeżeli jesteś z Poznania i masz ochotę na wspólny trening w Jatomi (najczęściej jestem w City Center), to pisz śmiało. Chętnie pomęczę się razem z Tobą. Może uda mi się zarazić Cię moim nowym uzależnieniem. 








PODOBNE POSTY

Podsumowanie października

Kolejny miesiąc minął w oka mgnieniu. To już dziesiąte podsumowanie, które dla tu zamieszczam. W sumie znów się trochę spóźniłam, ale nie chciałam pisać go szybko i byle jak, bo październik był szczególnym miesiącem. Zapraszam do lektury!


Zaczęło się niewinnie. Powrót do Poznania po wakacjach, pierwsze zajęcia na uczelni, walka z planem, praca i twarde lądowanie. Po rozleniwieniu naprawdę nie było to łatwe. W wakacje całą uwagę skupiałam albo na pracy, albo na treningach. Nie musiałam godzić ze sobą miliona spraw. W sumie zapomniałam, że nie jest to wcale takie łatwe. Na szczęście po tygodniu odpowiednio się zorganizowałam!

Jeżeli chodzi o treningi, wpadło ich tylko lub aż 25. 6 dni odpoczynku to jak na mnie naprawdę sporo w miesiącu! W sumie jestem w siebie dumna. Regularnie chodziłam na siłownię, w inne dni walczyłam w domu z Ewą Chodakowską. Ucierpiało tylko bieganie. Nie wiem jak to jest z tym spotem. Raz się kochamy, a raz nienawidzimy. Byłam raz, wybiegałam 10 km i tyle. Może listopad będzie lepszy pod tym względem! Udało mi się jednak coś innego. Wprowadziłam do planu treningowego regularny stretching lub jogę. W każdym tygodniu starałam się wygospodarować trochę czasu i porządnie rozciągnąć mięśnie.

Diety dalej pilnuję. Liczenie makro coraz lepiej mi wychodzi. Powiem Wam, że podoba mi się moja 100% kontrola nad talerzem. Regularne dni oszusta naprawdę świetnie wpływają na mój nastrój. Fakt, że wiem, że raz w tygodniu mogę bezkarnie wsunąć lody, pizzę i czekoladę naprawdę działa mobilizująco i w inne dni chcę dać z siebie wszystko, aby dopiąć dietę na ostatni guzik!

W październiku, a raczej na końcu tego jesiennego miesiąca, wydarzyło się wiele wspaniałych rzeczy. Pierwszą z nich były z pewnością warsztaty Be Active Tour powered by Nałęczowianka z Ewą Chodakowską na czele. Pięć treningów jednego dnia, wspaniałe osoby wokół i tyle dobrej energii! Aż żałuję, że tak każde miasto ma szansę na warsztaty tylko raz w roku i że następne w Poznaniu będą dopiero w kolejnym sezonie. Nie znaczy to oczywiście, że mnie nie będzie w innych miastach! Nie przepuściłabym takiej okazji!


Trening z Ewą najbardziej dał mi się we znaki. Być może dlatego, że zostałam wyróżniona i razem z moimi treningowymi siostrami wylądowałyśmy na scenie u boku Ewy i musiałyśmy dać z siebie więcej niż 100%! Na scenie nie wypada odpuścić ani jednego powtórzenia, a dotrzymanie kroku Ewie wcale nie jest takie łatwe.



To było w sobotę. W niedzielę siedziałyśmy już z Emilią w pociągu do Warszawy. Po co wracać do domu na wydłużony weekend, skoro można wystąpić w Dzień Dobry TVN razem z Tomkiem Choińskim! Brałyśmy udział w krótkim treningu podczas programu na żywo. Towarzyszące emocje naprawdę trudno ubrać w słowa, ale postaram się to jakoś podsumować i napisać wpis o tym intensywnym weekendzie. Chcecie poczytać o tym, jak właściwie wraz z moimi #mygirls znalazłyśmy się w programie?



Podsumowując, mój październik był naprawdę udany. Nie wiem tylko, kiedy właściwie minął. Pierwszy miesiąc na drugim roku studiów nie należał do najłatwiejszych, ale dałam radę! Ostatnie dni miesiąca wynagrodziły mi wszystko!

Buziak ;*




PODOBNE POSTY

Dietetyczne spaghetti

Gdzieś tam w głębi serca jestem chyba Włoszką. Makarony to moja miłość od zawsze. Nie przeszła mi ona nawet wraz ze zmianą stylu życia. Myślisz, że spaghetti jest tuczące i ma niewiele wartości odżywczych? Udowodnię Ci, że jesteś w błędzie!



Potrzebujemy (2 porcje):
  • 100 g makaronu pełnoziarnistego
  • 400 g mielonego mięsa z piersi kurczaka
  • puszkę pomidorów
  • 1/2 cebuli
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego, 
  • 4 łyżki pasty paprykowo- pomidorowej  
  • bazylię
  • oregano
  • sól
  • pieprz
  • ostrą paprykę
  • łyżeczkę oleju kokosowego
  • ser żółty


Makaron gotujemy według zaleceń na opakowaniu. Mielone mięso przyprawiamy solą, pieprzem i ostrą papryką (ja użyłam przyprawy widocznej na zdjęciu). Na oleju kokosowym szklimy posiekaną cebulkę i czosnek. Dodajemy mięso i przez chwilę intensywnie mieszamy rozdrabniając mięso. Dodajemy pomidory, koncentrat pomidorowy, pastę paprykową oraz zioła. Doprawiamy do smaku. Po wyłożeniu sosu na makaron posypujemy serem.



Porcja tak przygotowanego makaronu to zaledwie nieco ponad 500 kcal! Czas przygotowania dzięki łatwym do obróbki składnikom to około 20 min.




Dzięki ekologicznym produktom, których użyłam, danie ma naprawdę mnóstwo wartości odżywczych. Warto zadbać o to, co trafia do naszego żołądka, a wcześniej do koszyka, podczas naszych zakupów. Wszystkie składniki, których użyłam przy przygotowywaniu tej potrawy, znajdziesz w hipermarkecie Carrefour w Galerii Posnania. 

Smacznego! 



PODOBNE POSTY

Słodkie placuszki

Słodkie śniadanie to mój ulubiony początek dnia. Potrafi naprawdę poprawić nastrój i dobrze nastawić na ciężki dzień. Chociaż aura nie sprzyja, na samą myśl o takich placuszkach serducho się cieszy. Łapcie przepis na kolejny, udany eksperyment kulinarny!



Potrzebujemy: 
  • 30 g mąki jaglanej
  • 15 g mąki z amarantusa
  • 1/4 szkl. napoju kokosowego
  • 1 jajko
  • ksylitol
  • cynamon
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • olej kokosowy


Białko ubijamy na sztywno. W drugiej miseczce miksujemy żółtko z napojem kokosowym, mąkami i ksylitolem (ja dodałam łyżeczkę, dodaj więcej, jeżeli lubisz bardziej słodkie), proszkiem do pieczenia i cynamonem. Łączymy delikatnie obie masy i mieszamy łyżką. Smażymy niewielkie placuszki na patelni nasmarowanej olejem kokosowym pod przykryciem, obustronnie. 

Podajemy z ulubionymi dodatkami. Ja zdecydowałam się  na masło z prażonych migdałów, płatki kokosowe, owoce i syrop z agawy.



Ubiegnę wszystkie pytania i powiem, że wszystkie produkty, z których korzystałam, dostaniecie w sklepach sieci Carrefour. Ja postawiłam na nowo otwarty hipermarket w Galerii Posnania. Wszystko w jednym miejscu, dobra cena i przede wszystkim najwyższa jakość produktów! Jeżeli na liście składników jest coś, czego aktualnie brakuje w waszych spiżarniach, na pewno znajdziecie to na Zdrowej Półce w sklepie Carrefour Posnania.



Myślę, że moja propozycja przypadnie Ci do gustu i placuszki osłodzą Ci długie, jesienne dni. 

Smacznego! 

PODOBNE POSTY

Zdrowe zakupy- unboxing

Pod zdjęciem z moich ostatnich zakupów w hipermarkecie Carrefour Posnania obiecałam, że na blogu pochwalę się swoimi łupami. Myślę, że to świetny pomysł, aby przybliżyć Ci być może nieznane i warte uwagi produkty. Zaczynamy! 




Zacznę może od moich ulubieńców, bez których nie wyobrażam sobie mojego życia, czyli maseł orzechowych. W Carrefourze w Galerii Posnania w dobrej cenie znalazłam masło z prażonych migdałów, którego chciałam od dawna spróbować, oraz moje ulubione masło orzechowe bez dodatku soli i cukru. To świetne źródła zdrowych tłuszczy, które są niezwykle potrzebne w naszej diecie. 

Kolejnym produktem jest hummus i wegański pasztet pomidorowy z cieciorką. W moim pudełku z drugim śniadaniem często lądują kanapki. Najłatwiej je zrobić i zjeść. Zdrowe smarowidła to naprawdę świetne urozmaicenie dla sera i wędlin. W połączeniu ze świeżymi warzywami smakują naprawdę znakomicie. Wybór w sklepie był ogromny, połowy zawartości słoiczków już nie mam, więc na pewno wrócę po te i inne smaki. 

Pasta paprykowa to produkt, którego byłam po prostu ciekawa. Przekonał mnie jej świetny skład. Okazało się, że dopełniła świetnie mój sos do spaghetti, na który przepis poznacie niebawem.


Kocham też wszystko, co kokosowe. W moim koszyku znalazło się mleczko, olej, napój i płatki kokosowe. Wiedzieliście o tym, że przyspiesza on przemianę materii? Poza tym wnosi dużo dobrego do naszego organizmu. Nie wyobrażam sobie już smażenia na czymś innym, a mleczko i napój do świetny dodatek do słodkiego śniadania czy deseru.

Kupiłam także napój owsiany, który uwielbiam łączyć z owocami w koktajlach oraz syrop z agawy i ksylitol- moje ulubione słodzidła. Cukier brzozowy, czyli właśnie ksylitol, ma o połowę mniej kalorii od cukru białego. Smakiem i słodkością nie odbiega od niego w ogóle. Może czas na zmiany w Twojej cukierniczce?


Do koszyka wpadło też trochę sypkich produktów. Otręby, sól morska, ekologiczna mąka jaglana i coś nowego- mąka z amarantusa. Testowałam ją w przepisie na placuszki. Do picia niezawodny czystek, świetne uzupełnienie diety w cenne dla organizmu polifenole, co z pewnością wzmocni organizm, poprawi jego funkcjonowanie i ogólne samopoczucie.

Wzięłam także budynie waniliowe z półki z produktami bezglutenowymi, amerykańską przyprawę (mieszankę soli himalajskiej, papryki wędzonej i papryki chili) z póki z produktami regionalnymi, makaron pełnoziarnisty do spaghetti pochodzący z upraw ekologicznych oraz pomidory w puszce. Jacek stwierdził, że przygotowany z nich sos smakuje o wiele lepiej. Naprawdę warto spróbować!


Myślę, że wpis będzie pomocny. Koniecznie odwiedź Zdrową Półkę podczas najbliższych zakupów w hipermarkecie Carrefour. Jeżeli masz możliwość, odwiedź ten w Galerii Posnania. Ja na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę!

Buziak! ;*





PODOBNE POSTY