Śniadaniowa szakszuka

To mój pierwszy post i przepis na tym blogu, z tej okazji przygotowałem dla was bardzo prosty i szybki przepis na przepyszne śniadanie, jakim jest tytułowa szakszuka, czyli jajka sadzone w pomidorach. 






Składniki:

  • puszka pomidorów (krojonych bez skórki)
  • 1/2 puszki czerwonej fasoli
  • 4 jajka
  • mała cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżeczka bazylii
  • łyżeczka oregano
  • 3 łyżeczki pieprzu cayenne (ja lubię mocno ostre, jeżeli chcesz łagodne daj jedną)
  • sól do smaku

Przygotowanie:

Do tego przepisu potrzebujemy dużej patelni. 

Rozgrzewamy na patelni łyżkę oliwy. Siekamy cebulę w drobną kostkę. Teraz musimy ją zeszklić, a gdy to mamy za sobą, dodajemy całą zawartość puszki z pomidorami i lekko podsmażamy nasze składniki przez około 5 min. Gdy całość lekko "pyrka", możemy dodać resztę składników, kolejność nie ma znaczenia, pamiętaj, żeby opłukać fasolę zanim dodasz ją na patelnię. Czosnek należy wcześniej przecisnąć przez praskę. Dokładnie mieszamy i zmniejszamy ogień. Na nasz sos wbijamy jaja i przykrywamy całość przykrywką, gotujemy do momentu aż białka się zetną.

Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu ten specjał kuchni tunezyjskiej tak samo mocno jak mi, i będzie częstym gościem na waszych stołach. :)

Smacznego!

Fit FAQ - powtarzające się pytania dotyczące odchudzania

Od jakiegoś czasu zbieram wszystkie Wasze pytania, bo wpadłam na pomysł, aby zebrać je w jeden worek i stworzyć wpis, który będzie ciągle uaktualniany, edytowany i rozszerzany. Możesz być jego współtwórczynią, wystarczy, że podeślesz mi nurtujące Cię pytania związane ze zdrowym stylem życia i odchudzaniem. Ty pytasz, ja odpowiadam!



1. Czy można schudnąć tylko z określonej partii ciała?

Niestety, albo na szczęście nie. Proces spalania tkanki tłuszczowej przebiega równomiernie. Każda z nas zauważa pierwsze efekty na innych częściach ciała. Zależy do od osobistych preferencji. Odchudzamy jednak tak samo brzuch, nogi, pośladki, ramiona robiąc programy treningowe nastawione na spalanie. Oczywiście istnieją programy nastawione na pracę tylko określonych grup mięśniowych i wtedy to one są najbardziej atakowane i kształtowane.

2. Ile czasu powinien trwać trening?

Kiedy ja zaczynałam trenować w Internecie wyczytałam, że mimimum 30 minut, po tym czasie zaczyna spalać się tkanka tłuszczowa. Ostatnio wyczytałam, że nawet 20 minut to już dobra sesja. Moim zdaniem jednak warto zacząć nawet od 10 i każdego kolejnego dnia dokładać minutkę, czy dwie. Daj z siebie wszystko za każdym razem. Pamiętaj, że trening musi być wyzwaniem, jak mawia Ewa Chodakowska.

3. Czy można schudnąć tylko trenując, bez diety?

Zdrowa dieta to aż 70 % sukcesu, trening 30 %. Moim zdaniem oba komponenty są niezbędne i tylko wspólnie dadzą trwałe i spektakularne efekty. Na początku jednak Twoje ciało będzie tak zszokowane nowym nawykiem, którym będzie trening, że i bez diety efekty się pojawią. Z czasem jednak sama dojdziesz do wniosku, że i w sposobie odżywiania potrzebne są modyfikacje. Po co czekać, zacznij od razu!


4. Jak często trenować?

Według mnie 3-4 razy w tygodniu co dobry punkt wyjścia. Z czasem sama dojdziesz do wniosku, że warto tempo podkręcić. Jeżeli na początku będzie trudno i znalezienie dla siebie czasu co drugi dzień będzie czymś niemożliwym, nie poddawaj się! Ważny jest postęp, każdy krok do przodu ma znaczenie!

5. Czy trzeba liczyć kalorie?

Ja nie liczyłam i wyszłam na tym całkiem nieźle. Jeżeli liczenie ich sprawę Ci ułatwi, licz. Sama musisz znaleźć na siebie


6. Ile kalorii spala trening?

Dokładnie tyle, ile w niego włożysz energii. Nie ma uniwersalnych wartości w dziesiątkach, setkach, czy tysiącach. Wszystko zależy od zaangażowania, Twojego wzrostu, wieku, masy ciała... Czynników jest mnóstwo. Są specjalne urządzenia, zegarki z pasami, które mierzą ilość spalonych kalorii na podstawie tętna.

7. Lepiej trenować rano, czy wieczorem?

Lepiej założyć czarną, czy białą podkoszulkę? To nie ma znaczenia. Znajdź odpowiednią porę dla siebie. Do wszystkiego można przywyknąć. Jeszcze niedawno zarzekałam się, że bieganie i ranne treningi nie są dla mnie. Ostatnio motywacji na wcześniejsze wstawanie i energii o poranku mi nie brakuje.


8. Kiedy zobaczę efekty?

To już zależy tylko od Ciebie. Po miesiącu mogę Ci je obiecać. U siebie widziałam pierwsze zmiany pod dwóch tygodniach. Jeżeli będziesz dobrze nastawiona, to po pierwszym treningu objawią się pierwsze efekty- poczujesz przepełniające ciało szczęście.

9. Ile mam jeść posiłków?

Na ten temat też teorii jest mnóstwo. Ja obstawiam przy 4, maksymalnie 5 posiłkach w regularnych odstępach czasowych. Chcesz, aby metabolizm pracował na najwyższych obrotach? Jedz zdrowo i pełnowartościowo, nie zapominając o odpowiednim nawodnieniu.

Masz jakieś pytania, napisz mi je na Facebooku: Nowe ciało- nowe życie,mailowo lub zostaw w komentarzu. 

Buziak ;*

Jak opanować stres?

Jeszcze wczoraj powtarzałam zwroty dotyczące stresu do egzaminu z niemieckiego. Możesz być na niego bardziej lub mniej podatna, ale na pewno uczucie to nie jest Ci obce. Drżące dłonie, miękkie nogi, bóle głowy i brzucha, zimne i wilgotne ręce, przyspieszone bicie serca, bezsenność... Na pewno część dobrze znasz. Znasz też na pewno nagłe zaniki apetytu i powtarzające się napady głodu. Sesja, matura, egzaminy, dopinanie projektów w pracy... W życiu każdej z nas pojawiają się raz na jakiś czas sytuacje, w których jesteśmy narażone na długotrwały stres. Każdego dnia nie możemy go przecież zajadać! Jak radzić sobie z nim na inne sposoby?



Może nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, ale wydaje mi się, że całkiem dobrze radzę sobie w stresujących sytuacjach. Czasami mam nawet wrażenie, że pod presją łatwiej mi znaleźć motywację do działania na wielu płaszczyznach. Potrafię się spiąć, bo wiem, że cel jest już na wyciągnięcie ręki.

Wracając do moich sposobów na stres...

1. Aktywność fizyczna

Moim zdaniem nic nie pomaga skuteczniej w walce z niepożądanym niepokojem niż konkretny trening. Kiedy ćwiczę lub biegam skupiam się jedynie na wykonywanej czynności. Sport nie tylko rozładowuje napięcie, ale także buduje odporność na stres. O wydzielanych podczas wysiłku hormonach szczęścia nie wspomnę.
Jeżeli nie motywują Cię wyżej wspomniane zalety, spójrz na to z innej strony. Jeżeli zajadasz stres, trening świetnym sposobem na spalenie nadprogramowo przyswojonych kalorii!

2. Wsparcie

Nie buduj wokół siebie muru. To, że niespecjalnie przyjemne zdarzenia stoją na horyzoncie, nie znaczy, że sama musisz się z nimi zmierzyć. Założę się, że chętnych do pomocy będzie mnóstwo! Daj im tylko szansę. Daj się wyciągnąć na spacer, kawę czy wspólne zakupy. Naprawdę nic nie podziała lepiej, niż razem spędzone chwile z bliskimi. Ja zawsze staram się zaplanować przygotowania tak, aby mieć czas na odrobinę relaksu w towarzystwie. Ostatnio obejrzany mecz Polska- Niemcy tak naładował mnie pozytywną energią, że egzamin kolejnego dnia naprawdę przestał mnie przerażać.


3. Rutyna

Jeżeli jakieś czynności wykonujesz codziennie, nieprzerwanie od tygodni, miesięcy lub lat, nie rezygnuj z nich nawet w chwilach pełnych napięcia. Książka przed snem, ulubiony serial, popołudniowa drzemka, kawa po obiedzie, 5 POSIŁKÓW KAŻDEGO DNIA... Przykładów jest mnóstwo. Sama jednak znasz najlepiej swoje nawyki. Tymczasowe odrzucenie ich tylko dodatkowo stresuje Twój organizm, ponieważ zabierasz mu coś, do czego był przyzwyczajony, co miało na niego korzystny wpływ. Daj sobie żyć, naprawdę. Świat się nie kończy!


4. Dobre przygotowanie

Najskuteczniejsza metoda, którą może zastosować każdy. Nic lepiej nie eliminuje stresu niż dobrze opanowany materiał w przypadku egzaminów. Dużo łatwiej stawić czoła wyzwaniom z wiedzą, że szanse na powodzenie są duże. To, ile czasu poświęcisz na przygotowania i jak zorganizujesz pracę, zależy tylko od Ciebie. Metoda małych kroków też się tu sprawdza.


5. Plan B

Losowych wypadków nie da się wykluczyć. Czasem trzeba pogodzić się z faktem, że coś nie poszło po naszej myśli. Wszyscy mówią, że o ewentualnych niepowodzeniu nie warto mówić z wyprzedzeniem, żeby nie zapeszać. Ja jestem innego zdania. Zawsze staram się ułożyć w głowie plan B, znaleźć wyjście z sytuacji, której mogę nie sprostać i ustalić plan działania. Jakoś łatwiej mi się wtedy skupić i poziom motywacji wzrasta.

6. Nastawienie

Twój sukces tak naprawdę zależy od tego, jak podejdziesz do narzuconego wyzwania. Postaraj się zachować spokój i nie nakręcać się negatywnie. Im trudniejsza przeszkoda do przeskoczenia, tym większa satysfakcja. Pewność siebie i wiara we własne możliwości naprawdę ułatwią sprawę. Bądź dla siebie dobra. Oszukiwaniem samej siebie tekstami: Nie zdam... Nie uda mi się... Jestem beznadziejna... naprawdę niczego nie ugrasz. Jeszcze uwierzyć w te kłamstwa, i co? Daj spokój! Dasz radę!


7. Dieta

W trudnych sytuacjach pełnych stresu i napięć za uważamy tak naprawdę i uczymy się doceniać nasz zdrowy tryb życia. To, co wkładasz do ust ma wpływ na to, jak się czujesz i jak funkcjonuje Twój organizm. Chcesz przecież, żeby na ostatniej prostej dzielącej Cię z celem działał bez zarzutu, prawda? Dbaj o siebie od środka, zobaczysz efekty na zewnątrz. Zacznij od drobnych zmian, ładuj się dobrym paliwem, które przyniesie mnóstwo energii i chęci do działania!


8. Natura

Nie ma cudownych pigułek, które pomogą zawalczyć o zredukowanie napięcia i nie zagrożą w żaden sposób Twojemu zdrowiu. Półki w aptekach, marketach i drogeriach aż uginają się pod ciężarem skutecznych i naturalnych specyfików, które na pewno przyczynią się do zażegnania codziennych stresów. Moje zdanie na ten temat jest chyba jasne. Nie wierzę i nie uwierzę. Każda branża na czymś zarobić musi, a producenci tych cudownych środków zarabiają na niewiedzy i naiwności konsumentów. Sami w siebie pakujemy świadomie chemię w tabletkach, które oddziałują na pracę naszego mózgu. Chociaż większość jest bezpieczna i nie zawiera substancji uzależniających, nasze centrum dowodzenia w głowie może i bez nich poczuć silne pragnienie regularnych dostaw wspomagacza. Stres leży w naturze każdego człowieka, naturalnymi metodami najłatwiej go zniwelować. Prawda jest taka, że nic nie działa lepiej niż dobra, ziołowa herbata z melisą, która nie tylko nas uspokoi, ale także nie otumani i nie zagwarantuje nagłych wyrzutów energii. A jak przed jej wypiciem pomyślisz, że to na pewno skuteczny sposób na walkę ze stresem i uwierzysz w to, to gwarancja sukcesu jest niemal stuprocentowa. Dbaj o siebie nie tylko w tygodniu, ale także od święta. Świętem są właśnie nietypowe i trudne sytuacje. Nie poddawaj się im!


9. Relaks

Kąpiel, masaż, fryzjer, wizyta u kosmetyczny czy samodzielnie pomalowane paznokcie? Możliwości jest mnóstwo. Spraw sobie drobną przyjemność i daj sobie chwilę wytchnienia od przygotowań i życia w napięciu. Znajdź równowagę. Efekty zobaczysz natychmiast. Odpoczynek jest tak samo istotny jak wzmożona praca.


10. Nagroda

Nic nie motywuje lepiej do działania, niż jasno określony cel i czekająca po jego osiągnięciu nagroda. Nie wmówisz mi, że jest inaczej! Obiecaj coś sobie i zastanów się na realnym pragnieniem, które jesteś w stanie spełnić po odniesionym sukcesie. Dodatkowo zachęcisz się w ten sposób do pracy, a o to przecież chodzi!

Mam nadzieję, że stawisz czoła wszystkim czekającym wyzwaniom i żadne przeszkody nie staną na Twojej drodze. Pamiętaj, że każda z nas zmaga się z różnymi problematycznymi i pełnymi stresu sytuacjami. Na pewno nie jesteś sama!

Buziak ;*


Dlaczego warto jeść #1 TRUSKAWKI?

Sezon w pełni. Nie potrafię przejść obok stoiska z naszymi, polskimi truskawkami obojętnie. Kupuję kilogram, dwa... Uwielbiam ten czas i zawsze miło go wspominałam. Oceny były wystawione, w szkole luźniejsze zajęcia... Rok temu, po maturze miałam już wakacje i codziennie rano biegłam na rynek po truskawki. W tym roku osładzają mi one trudny czas sesji. Cóż, z nimi muszę dać radę!


Poza wspaniałym smakiem są one bombą witaminową. Zacznijmy od statystyk od cyferek. W 100 g truskawek znajdziemy:  
  • 0,6 g białka
  • 6,2 g węglowodanów 
  • 2,2 g błonnika 
  • 160 mg potasu
  • 23 mg fosforu 
  • 22 mg wapnia
  • 12 mg magnezu 
  • 2 mg sodu
  • 0,7 mg żelaza 
  • 0,1 mg cynku 
  • mangan
  • 30 mg witaminy A
  • 0,02 mg witaminy B1 
  • 0,03 mg witaminy B2
  • 0,4 mg witaminy B3 (PP) 
  • 0,06 mg witaminy B6
  • 60 mg witaminy C 
  • 0,2 mg witaminy E 
  • 20 mg kwasu foliowego
Lista jest całkiem długa. Co z niej wynika? Truskawki zawierają więcej witaminy C niż niektóre cytrusy. Świetnie wspomagają system odpornościowy naszego organizmu, zapobiegają rozwojowi infekcji. Sole mineralne korzystnie wpływają na metabolizm, przyspieszając naszą przemianę materii. Truskawki zawierają sporo błonnika, który wspomaga oczyszczanie jelit i szybko daje nam uczucie sytości. Dzięki niskiej kaloryczności tych owoców możemy śmiało stwierdzić, że są sprzymierzeńcem walki o szczupłą sylwetkę.

Przyczyniają się także do poprawy kondycji skóry i włosów. Dzięki licznym przeciwutleniaczom chronią cerę przed uszkodzeniami komórek, opóźniając tym samym proces jej starzenia. Witaminy z grupy B zapobiegają wypadaniu włosów, a pierwiastki, takie jak magnez i miedź, chronią skórę głowy przed łupieżem.

Dzięki obecności sporej ilości manganu i potasu, truskawki wpływają korzystnie na rozwój kości u dzieci i zapobiegają osteoporozie u osób dorosłych. Flawonoidy ograniczają natomiast działanie złego cholesterolu, który wykazuje działanie miażdżycotwórcze. Truskawki mają także kwas foliowy, który niezbędny jest do prawidłowego rozwoju płodu

Zawarte w nich przeciwutleniacze zmniejszają ryzyko wystąpienia choroby nowotworowej, ponieważ hamują niekontrolowane namnażanie komórek, które pojawia się w przypadku komórek rakowych. Są także owocem zbawiennym dla cukrzyków. Mogą uchronić go przed powikłaniami takimi jak stopa cukrzycowa, czy utrudnione gojenie się ran.

Same zalety, prawda? Dla mnie truskawki to owoce idealne. Sezon trzeba wykorzystać maksymalnie, bo osobiście nigdy nie sięgam po te owoce poza nim. Napakowane chemią wyglądają pięknie, ale smakiem nawet do pięt nie dorastają swoim sezonowym koleżankom.

W jakiej postaci je najchętniej jecie? U mnie królują koktajle na bazie mleka roślinnego, makaron z truskawkami, naleśniki, omlety... I same truskawki w najbardziej banalnej i najpyszniejszej postaci. Tak szybko znikają, że nawet nie zdążę zastanowić się, co mogłabym z nimi zrobić.






Jak podoba Ci się taki cykl postów o wartościach odżywczych niektórych produktów? Daj znać!

Buziak ;*

Bądź motywacją!

Wiesz co, bardzo mnie motywujesz. Tak trzymaj! Chciałabyś usłyszeć takie słowa? A może usłyszałaś je już nie raz i wiesz jakie to wspaniałe uczucie? Aż chce się działać dalej, poszerzać swoje wpływy i wprowadzać w życie nowe pomysły. Dziś przedstawię Ci trochę mój świat i pokażę Ci moją motywację do działania.



Ostatnio tyle wiadomości płynie z Waszej strony. Ciężko mi czasem od razu odpowiedzieć na wszystkie... Nie wiem w czym tkwi fenomen. Naprawdę nie potrafię pojąć tego, jak mogę mieć aż tak ogromny wpływ na Twoje wybory. Nigdy nie oczekiwałam niczego w zamian. Bloga pisałam dla siebie, żeby upamiętnić to, co się wydarzyło, ewentualnie wracać w chwilach kryzysu. Różnie bywa. To co się dzieje, przerasta moje najśmielsze oczekiwania. Pozytywne komentarze i wiadomości sprawiają, że na mojej twarzy zawsze pojawia się uśmiech i rzadko z niej znika!

Jak to jest być dla kogoś motywacją? Wydaje Ci się pewnie, że moje życie jest pełne wyrzeczeń, smakuje jedynie jak sałata popijana wodą, jest nudne i całe kręci się wokół postów na blogu i wpisów na portalach społecznościowych. Muszę Cię zmartwić, bo wcale tak nie jest. Jeżeli znasz mnie już trochę lepiej i wiesz jak wyglądam, jesteś na pewno świadoma, że na moim brzuchu do sześciopaka daleko jak stąd do wieczności, mój biceps, to raczej niceps, a oprócz wspomnianej sałaty na zdjęciach pojawiają się także ewenementy, którym do bycia fit też nie najbliżej. Oprócz bloga mam studia, pracę, przyjaciół. Mimo wszystko jesteś ze mną w tym moim świecie...

Nigdy nie liczyłam na Twoją wdzięczność. Ty też nie licz nigdy na dobre słowo od drugiego człowieka. Ludzie są jacy są. Niech te szczególne przypadki, które głośno wykrzyczą swoje DZIĘKUJĘ stanowią dla Ciebie miłą niespodziankę. Część nie powie nic, przejdzie obojętnie. Część rzuci w Twoją stronę obelgą, bo tak jest prościej. Czymś się trzeba wyróżniać, a głupotą najłatwiej. Ciężko jest się uodpornić na skromne zdanie niektórych osób. Mi się udało, ale naprawdę nie była to łatwa droga. Tobie też się uda, prędzej czy później. Oby zdecydowanie prędzej.

Nie bój się wyłamać, nie bój się żyć w zgodzie ze sobą, nie bój się mieć własnego zdania. Ludzie przychodzą i odchodzą, czasem bez powodu. W swoim własnym towarzystwie musisz jednak spędzić całe życie. Po co prowadzić wieczną wojnę? Odpuść, zaakceptuj swoje racje, daj sobie dojść do głosu. Ja to zrobiłam i w końcu poczułam się w pełni szczęśliwa.

Nie traktuj siebie samej jako wzoru do naśladowania. Masz prawo do błędów. Staraj się robić wszystko na 100%, ale kiedy czasem coś wyjdzie tylko na 99 to nie chowaj głowy w piasek. Tak musi być! U mnie też nie wszystko jest takie jak bym chciała. Nie nakładaj na siebie presji. Też staram się tego nie robić. Nieważne, co ludzie powiedzą. Czasem takie ciśnienie może motywować, a czasem ma wręcz destrukcyjne działanie. Jeżeli chcesz coś komuś udowodnić, to Ty sama musisz być tą osobą. Czasem warto odpuścić, Nie niesiesz cudzego sukcesu na swoich barkach. Jesteś odpowiedzialna za siebie. Możesz wszystko, ale nie musisz nic.

Nie bój się mówić głośno o swoim sukcesie. Masz się czym chwalić. Każdy, nawet najmniejszy krok do przodu warto docenić. Uwierz, tym właśnie inspirujesz do działania. Nikt nie odbierze tego negatywnie. Ja uwielbiam czytać o Twoich wyczynach, o każdym straconym kilogramie, każdym zrobionym treningu, każdej przekroczonej granicy.

Staram się być sobą w 100%, pokazywać i pisać prawdę. Może znamy się osobiście lub kiedyś się poznamy. Nie widzę sensu prezentowania życia w krzywym zwierciadle. Bądź autentyczna w tym co robisz. Realizuj konsekwentnie cele i bądź sobą. Nie staraj się nikogo udawać, nie wzoruj się na nikim. Znajdź siebie i swoje miejsce. Akceptację znajdziesz na pewno.

Nie bój się odmawiać. Sama nadal walczę z asertywnością. Ciężko mi powiedzieć nie w niektórych sytuacjach. Czasem nadal mi się to nie udaje. Niby nie chcę nikogo zranić, a jednak przy okazji ranię najważniejszą osobę- siebie. Nie bierz ze mnie przykładu. Jeszcze się uczę. Może Tobie pójdzie łatwiej!

Dziękuję Ci raz jeszcze, że ze mną jesteś. Twoja obecność naprawdę uskrzydla moje działania. Chce mi się bardziej. To Ty motywujesz mnie, nie odwrotnie. Sobie bądź wdzięczna za swój sukces!

Buziak ;*

The Color Run- relacja z biegu

W niedzielę (5.06) brałam udział w najbardziej pozytywnym biegu, Biegu Kolorów w Poznaniu. Nie było walki o czas, wyścigu, stresu... Była po prostu świetna zabawa! W końcu to najszczęśliwsze 5 km w życiu... 


Zaproszenie do udziału w biegu i wsparcia drużyny Fit jest Git dostałam od Ewy, która świetnie sprawdziła się w roli kapitanki. Razem z Asią (siostrą szefowej) oraz mamą dziewczyn (dla której bieg był prezentem urodzinowym) bawiłyśmy się znakomicie! Raz jeszcze dziękuję! Start planowany był o godzinie 11:00. Wcześniej rozgrzewałyśmy się przy energetycznej muzyce, zdążyłyśmy pokolorować delikatnie ciała i koszulki barwnym proszkiem i przygotować się do startu.





Udało nam się rozpocząć bieg w drugiej turze. Uczestników było naprawdę całe mnóstwo. Wszyscy kolorowo ubrani, w perukach, okularach, kolorowych skarpetkach i z uśmiechami na twarzach.

Trasa była bardzo przyjemna, wytyczona wokół Jeziora Maltańskiego i pełna atrakcji, w postaci stacji, na których biegacze obsypywani byli różnokolorowymi proszkami. Ani jeden centymetr kwadratowy ciała nie został oszczędzony!



Po dotarciu do mety, które zajęło nam mniej więcej pół godzinki, otrzymałyśmy pamiątkowe medale. Naładowane pozytywną energią miałyśmy ochotę na dużo więcej!




Upał dawał się we znaki, ale nawet z nim sobie poradziłyśmy nagradzając się krótką kąpielą w jeziorze. Przy okazji udało nam się zmyć nadmiar proszku, który był dosłownie wszędzie!



Endorfiny unosiły się nad całym Poznaniem. Mogę z czystym sumieniem polecić to wydarzenie każdemu. Biegnij śmiało w Twoim mieście, warto próbować! The Color Run to świetne połączenie aktywności fizycznej i świetnej zabawy! Wyczekuję już niecierpliwie kolejnej edycji wydarzenia.



Buziak ;*



Podsumowanie maja

Ostatnio śmiałam się, że maj podsumuję dla Was razem z czerwcem z powodu braku czasu. Jakoś jednak udało mi się zmobilizować i napisać kilka słów. Maj był wspaniałym miesiącem. Bardzo intensywnym i udanym. 


Zacznę od treningów. Myślę, że dałam z siebie 200%. 25 treningowych dni, intensywne programy i kondycyjny postęp! Zajrzyjcie w kalendarz i oceńcie same!



Udało mi się przebiec aż 77,8 km! Najwięcej w tym roku. Comiesięczny postęp to jest to, co cieszy mnie najbardziej. Regularne wybiegania zaczynają wchodzić w krew, a ja zaczynam je w końcu naprawdę lubić. Te poranne dają najwięcej satysfakcji.

#1 otwarty trening Fundacji TRENUJĘ- POMAGAM w Poznaniu

Świetnie spędzone, sobotnie popołudnie we wspaniałym towarzystwie. Razem z Ewą z Fit jest Git miałam okazję poprowadzić trening nad poznańską Rusałką. Grupowa motywacja to jest to! Moc endorfin, nieschodzące uśmiechy na twarzach i miłe komentarze to najlepsze wynagrodzenie. Dziękuję raz jeszcze wszystkim uczestnikom! Relację znajdziecie TUTAJ. 




Warsztaty z Ewą Chodakowską i teamem Be Active

Wspaniały weekend, piękne chwile i wspomnienia. Magia spotkań z przyjaciółmi jest nie do opisania. Uwielbiam wracać myślami do tych beztroskich dni, przegadanych nocy, zmęczonych od spacerów po wybrzeżu nóg. Całą relację znajdziecie TUTAJ




2. Zlot blogerów podczas targów Fit Expo w Poznaniu

Dobrze jest spotkać ludzi tak samo zakręconych jak Ty. Miałam ku temu okazję właśnie podczas majowych targów. Mnóstwo ciekawych stoisk, testowanie nowych sprzętów, treningi, konferencje i wyżywienie- dieta pudełkowa Light Box. Było bardzo sportowo i aktywnie!


Złamanie dystansu półmaratonu

Być może nie jest to powód do przechwalania się, ale mnie naprawdę cieszą takie drobiazgi. Pokonanie biegiem 25 km to dla mnie naprawdę wyczyn, szczególnie w takich temperaturach. Poza tym był to czas spędzony ze wspaniałymi ludźmi z tą samą pasją! Dziękuję raz jeszcze kochani!



Tydzień metamorfozy

Nie, nie byłam z Ewą na Kos. Kiedyś jeszcze na pewno potowarzyszę jej na żywo. Podjęłam rzucone przez nią wyzwanie i zrobiłam sobie szalony tydzień w domu. Każdego dnia zaliczałam dwa treningi, jeden trudniejszy, drugi delikatny. Jeszcze bardziej pilnowałam talerza i starałam się szukać motywacji do działania. Po zakończeniu siedmiodniowego wyzwania byłam z siebie bardzo dumna! Pozwoliłam sobie na małe, niedietetyczne szaleństwo na zakończenie i z racji długiego weekendu. Odpoczęła głowa i ciało, a ja wróciłam do Poznania i obowiązków studenckich z nową mocą. 

Jak Twój maj? Dałaś z siebie wszystko? Nawet jeżeli nie, możesz to teraz nadrobić. Zacznij działać! Może dołączysz do naszego wyzwania? Ostatnia prosta do wakacji! Szczegóły znajdziesz TUTAJ.

Buziak ;*