Bo musi być aktywnie!

środa, lipca 22, 2015

Jak wiecie (a jeżeli nie wiecie, to własnie się dowiadujecie) jestem w Tatrach. W Zakopanym goszczę po raz trzeci, po raz drugi "na poważnie". Dlaczego właśnie Tatry? Tu jest pięknie! Raj pełen magicznych zakątków, niesamowity klimat i wspaniali ludzie, przypadkowo napotykani na szlakach!

Każdy równy sobie, tak samo zmęczony przy podejściach i usatysfakcjonowany na szczycie, z każdym można zamienić kilka słów, zapytać, pozdrowić, uśmiechnąć się, wesprzeć i poszukać wsparcia. 

Góry uczą wielu rzeczy. Przede wszystkim tego, że ciężka praca zostaje wynagrodzona. Trudne podejście wynagradzają piękne widoki. Należy się wysilić, aby dopiąć swego, osiągnąć cel- warto.
Podczas wędrówek można nauczyć się cierpliwości i pokory. Nie zawsze jest tak blisko jak się wydaje i nie zawsze zejście jest takie łatwe, jak być powinno.

Tatry uzależniają. Idąc ciągle pojawia się niedosyt. A może jeszcze tu podejdziemy? A może by tak tu odbić? Po chwili zmęczenia apetyt na podwyższenie poprzeczki rośnie, ale trzeba dawkować te przyjemności, zachować rozsądek, mieć wzgląd na warunki pogodowe i czas, który ucieka bardzo szybko.

Czas zapisany na mapach i drogowskazach, jako sugerowany czas wejść i zejść do poszczególnych punktów, też nie zawsze zgodny jest z rzeczywistym czasem potrzebnym na pokonanie danej odległości. Należy mierzyć siły na zamiary, lepiej zwolnić, a zrealizować zamierzoną trasę. 

Jestem dziwnym typem. Wolę wchodzić niż schodzić. Wolę palące uda i przyspieszony oddech od stromych zejść, na których trzeba uważać na każdym kroku, aby dobrze postawić stopę i nie poślizgnąć się na kamieniu. Wolę też mniej uczęszczane szlaki... bez kolejek, bez czekania aż dróżka się zwolni. To co najpiękniejsze jest jednak oblegane. Ale to nic! 


Dziś dzień pierwszy naszych wędrówek. Mnóstwo kilometrów na rozchodzenie. Uda momentami paliły bardziej niż w drugiej rundzie "Killera"  Ewy Chodakowskiej (kto ćwiczył, zna ten ból). Sporo trudnych podejść i stromych zejść. Zaczęło się w Dolinie Kościeliskiej, a skończyło w Dolinie Białego. Po drodze Strążyska i spotkanie z niedźwiadkiem (kiepsko byłoby, gdyby jego mama była w okolicy). Jutro do zaliczenia Dolina Pięciu Stawów Polskich. 

Uwielbiam stan bolących od wysiłku mięśni, ogarniającą bezsilność i ogarniającą mnie satysfakcję. Tak ma być! Trzeba wykorzystać maksymalnie ten czas, wycisnąć każdą chwilę! 

Wrzucam kilka zdjęć, 



Może Ci się także spodobać:

1 komentarze

  1. ja w tatry jadę dopiero w październiku, też wolę czas spędzać aktywnie.

    OdpowiedzUsuń