Co za dużo to niezdrowo, czyli ciemna strona odchudzania- ortoreksja

wtorek, sierpnia 11, 2015

Prawie każdy wie, czym są choroby takie jak anoreksja, bulimia, co do nich prowadzi, jaki mają przebieg i jakie skutki niosą. Mało osób słyszało o ortoreksji, chociaż moim zdaniem jest równie groźna.

Ortoreksja jest to według Wikipedii "patologiczna obsesja na punkcie spożywania zdrowej żywności".Jest to groźna choroba, która więzi osobę od środka. Tu nie chodzi tylko o naprawdę niezdrowe produkty i ich odrzucenie, ale o strach przed nieznanym składem pozornie zdrowego produktu, dokładne obliczanie zapotrzebowania kalorycznego, pilnowanie czasu i jakości każdego posiłku i stawianie czynności związanych z jedzeniem na pierwszym planie codziennego życia.
Zawsze staram się, aby to co piszę było czymś lub w tym przypadku kimś poparte. Przedstawiam Wam Agatę i jej historię. Odnalazłyśmy się w Internecie. Czytając jej słowa na profilu, postanowiłam, że musicie ją poznać. Na pewno będzie to przestroga dla nie jednej z Was!

"Moja historia ze zdrowym stylem życia zaczęła się na początku 2014 roku. Sama nie wiem kiedy to dokładnie było, bo nie wierzyłam, że osiągnę jakiekolwiek rezultaty.
Zawsze byłam osobą otyłą i leniwą, ale bardzo szczęśliwą. Zanim zaczęłam zdrowo się odżywiać, nigdy nie stałam przed lustrem i nie myślałam, że gdzieś mam czegoś za dużo. KOCHAŁAM SIEBIE, nie patrząc na liczby na wadze. Pewnego dnia jednak coś mnie tknęło i postanowiłam coś zmienić. Nie dla wyglądu, ale dla zdrowia. Poprosiłam mojego brata, który jest trenerem personalnym o rozpisanie mi "diety". On od początku próbował mi wbić do głowy, że to nie żadna dieta, że to zmiana nawyków żywieniowych i jeżeli będę miała ochotę na ciastko, to mam je zjeść, bo lepiej zjeść jedno ciastko i być szczęśliwą, niż go nie zjeść i się katować psychicznie.
Na początku mojej drogi ku zdrowiu ważyłam 94 kg przy 173 cm. Swoich wymiarów nie zapisywałam, gdyż tak jak wspomniałam, nie wierzyłam, że osiągnę jakikolwiek rezultat. Jadłam ok. 6-7 posiłków dziennie w odstępie 2 h. Nie liczyłam kalorii, jadłam zdrowo i nie przejadałam się. Rezultaty zaczęłam zauważać już po tygodniu. Chudłam, czułam się lepiej, lżej, miałam dużo energii. Postanowiłam, że pójdę na siłownię. Kupiłam karnet i wylewałam siódme poty 3 razy w tygodniu, jednak im więcej ćwiczyłam, tym bardziej pragnęłam odstąpić od zdrowego odżywiania. Już sama nie pamiętam czemu przestałam ćwiczyć, ale jeżeli dobrze pamiętam, na siłownie chodziłam 2 miesiące. Po zrezygnowaniu z niej zaczęły się kłopoty....
Brat, który chciał mnie przeciągnąć na zdrową stronę mocy, mieszka bardzo daleko ode mnie, więc nie miał jak mnie pilnować, tymczasem ja wymyśliłam niecny plan. Pomimo tego, że znałam wszystkie możliwe teorie na temat odchudzania, wiedziałam o odżywianiu wszystko, nie zwracałam na to uwagi i robiłam zupełnie przeciwnie. Zaczęło się od odrzucenia mleka, to akurat mogło mi wyjść na dobre, gdyż mleko wbrew wszystkim opiniom, nie jest takie zdrowe. Po mleku odrzuciłam jakiekolwiek owoce, wiadomo: owoce = cukier. Oczywiście słodyczy, fast foodów, przetworzonych produktów, niezdrowych tłuszczy nie jadłam w ogóle. Efekty były NATYCHMIASTOWE. Im większe rezultaty widziałam, tym chciałam więcej. Po pewnym czasie stwierdziłam, że skoro chce chudnąć, muszę jeść mniej. Nie patrząc na wszystkie teorie o zwolnieniu się metabolizmu itp., które oczywiście znałam, postanowiłam zacząć liczyć kalorie. Był czas kiedy jadłam MAKSYMALNIE 800-900 kcal dziennie. Byłam dosłownie nieprzytomna, ale widziałam rezultaty, więc chciałam więcej i więcej. Pomyślałam więc, że przestanę jeść w ogóle. Nie głodowałam długo, ale te trzy dni głodówki, które przeprowadziłam, pamiętam, jakby to było wczoraj. Byłam rozdrażniona, senna, całe moje ciało bolało, dosłownie nie miałam siły oddychać. Wróciłam więc do obcinania kalorii. Jadłam ich ok.1300. Jako, że byłam po głodówkach automatycznie zaczęłam przybierać na wadze. Byłam niesamowicie zła na siebie, ale wiedziałam, że robię dobrze, następnie dobijałam do pułapów: 1400 kcal, 1500 kcal, 1600 kcal, aż w końcu znowu przestałam je liczyć. W tym czasie w pełni nieświadoma zachorowałam na ortoreksję. Chorobę, która więzi człowieka w jego własnym domu, nie pozwala z niego wyjść, nie pozwala zjeść niczego innego, co nie było wliczone w jadłospis danego dnia, chorobę, która powoli niszczy człowieka.
Pamiętam czasy, kiedy bałam się zjeść obiad, który zrobiła moja mama, bo nie do końca wiedziałam co tam dokładnie jest, potrafiłam stać 1 h w sklepie i czytać jedną linijkę składników na serku wiejskim, żeby tylko na 100% upewnić się, że nie ma tam nic niezdrowego. Bałam się wszystkiego. Lody z chłopakiem? Broń Boże. Wyjście na pizzę ze znajomymi? Nie ma mowy. Rodzinny obiad? Nic z tych rzeczy. Jedyne o czym myślałam w czasie choroby, to jedzenie. Ile zjeść, kiedy zjeść, co zjeść, co wypić, ile wypić, ile jeszcze mogę zjeść, czy nie zjadłam za dużo....
Nie wiem ile trwała ta choroba, nawet nie chcę wiedzieć, ale była to MĘKA. Jeżeli już zjadłam coś niezdrowego, np. kostkę czekolady, potrafiłam płakać trzy dni, że jestem niczego warta, że nie daje rady, że jestem beznadziejna... a wszystko to przez to, że zjadłam coś, co kiedyś sprawiało mi radość. Nienawidziłam siebie, nie podobałam się sobie, byłam nieszczęśliwa. Pomimo tego, że NIKT nie wywierał na mnie presji, to ją czułam. Czułam, że muszę jeść w 100% zdrowo, bo przecież muszę chudnąć, bo przecież ja już taka jestem, bo przecież wszyscy kojarzą mnie tylko i wyłącznie z owsianką, a nie z batonem. Moja psychika z dnia na dzień cierpiała coraz bardziej. Wystarczyła jedna łyżka płatków owsianych więcej niż powinnam była zjeść i już miałam wyrzuty sumienia, a w głowie tylko jedzenie i jedzenie. Coś co miało mnie wyleczyć, sprawiło, że zachorowałam.
To wszystko zauważył chyba mój chłopak, udałam się do psychologa i zaczęłam walkę z ortoreksją. Lekarstwem nie były tabletki, a jedzenie. Lekarz nakazał mi, wręcz zmusił, do codziennych rodzinnych obiadów, do wyjść z przyjaciółmi, do romantycznych kolacji z chłopakiem. Było strasznie ciężko. Z każdym kęsem jedzenia, którego nie obliczyłam, którego do końca nie znałam składu, nienawidziłam siebie coraz bardziej. Na całe szczęście wyzdrowiałam, przytyłam, ale wyzdrowiałam. Jak zaczynałam walkę z ortoreksją ważyłam 68 kg i była to moja najniższa waga, teraz ważę w okolicach 75 kg i jestem z tego dumna! Wreszcie jestem szczęśliwa, nie jestem więźniem jedzenia! Gdy nie zaplanuję jakiegoś posiłku, nie wpadam w atak paniki.
Mówią, że odchudzanie/zmiana nawyków żywieniowych, to nic trudnego... niestety ma się to nijak do rzeczywistości. Odchudzanie/zmiana nawyków żywieniowych jest tylko i wyłącznie dla ludzi mocnych psychicznie, lub dla takich, którzy nie biorą tego zbyt poważnie do siebie.
Moją obszerną historię zakończę małą przestrogą. Jeżeli chcecie zjeść coś "niedozwolonego" - zróbcie to! Jedno ciastko nie sprawi, że przytyjecie, a na pewno jedząc to ciastko z kimś bliskim, lub nawet samemu, poczujecie się dobrze, wasza psychika nie będzie cierpiała. Bo co to za sens chudnąć/odżywiać się zdrowo i być nieszczęśliwym? Życie mamy tylko jedno i od wyglądu, ważniejsze jest nasze szczęście! Dlatego życzę wam dużo siły i wytrwałości w waszych postanowieniach, ale w wolnej chwili, zjedzcie za mnie coś, na co od dawna macie ochotę. "




Teraz pewnie kilka osób pomyślało sobie o mnie, że "najpierw motywuje, każe trzymać zdrową dietę, ćwiczyć, a teraz wymyśla!" Nie wymyślam, przestrzegam. Kochane, pamiętajcie, że wszystko trzeba robić z rozsądkiem, umiarem. Rodzinny obiad lub kawałek ciasta to nie koniec świata!
We wszystkim należy odnaleźć złoty środek. To odżywianie, aktywność fizyczna i REGENERACJA, zarówno fizyczna, jak i psychiczna, gwarantują sukces! Nie dajmy się zwariować!

Buziak ;*

Może Ci się także spodobać:

9 komentarze

  1. Takie choroby są straszne :/ A najgorzej,że się tego nie dostrzega... Mam do cb pytanie,ale chciałabym je zadać,że tak powiem na osobności,masz e-mail na który mogłabym do cb napisać :) ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy moge link do profilu Agaty?
    Potrzebuję rozmowy z nią !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajdziesz ją jako @agathaxo na Instagramie :)

      Usuń
    2. Lub czekam na agatadudzic97@gmail.com

      Usuń
  3. Tez chcę porozmawiać z Tobą lub Agatą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zapraszam na moją stronkę na Facebooku lub mailowo: martyna.gabrych@gmail.com a profil Agaty jest tutaj: @agathaxo (Instagram)

      Usuń
    2. Lub czekam na agatadudzic97@gmail.com

      Usuń
  4. Właśnie zaczęłam zdrowe odżywianie i ćwiczenia! 1 dzień w tygodniu mam cheaty days! Czyli że mogę zjeść na co mam ochotę bez żadnych wyrzutów! :) Bardzo mądry post, nigdy o takiej chorobie nie słyszałam, niestety. Pozdrawiam i zapraszam do siebiee: http://myworldisnotyoursx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń