Jak wygrać ze sobą?

piątek, lutego 19, 2016

"Na pewno miałaś chwile kryzysu! Jak sobie z nimi radziłaś"- tak mniej więcej brzmiał jeden z wczorajszych komentarzy. Zostawiłam go bez odpowiedzi... Jakiej reakcji się spodziewasz? 

Moja odpowiedź jest oczywista- każdy ma czasem chwile zwątpienia. Miałam je na swojej drodze, mam je aktualnie i będę mieć cały czas...  Nie chodzi mi tylko o odchudzanie, ale o każdą płaszczyznę ludzkiego życia. Niepewność, strach przed porażką, otulające zwątpienie i wyobrażenie tłumów czekających na moją porażkę. 



Wbrew pozorom z okresu gubienia kilogramów nie pamiętam tych dobrych momentów tak dobrze, jak tych złych i trudnych... 

Myślę, że miałam trochę łatwiejszy start niż nie jedna z Was. Ja się na nic nie nastawiałam. Ba! Ja nawet nie wierzyłam, że COKOLWIEK osiągnę. Zaczęłam pierwszy Skalpel z czystej ciekawości. Pewnie, że śniłam o świetnej figurze, szczupłych udach i płaskim brzuchu... Nie łączyłam tego jednak z rzeczywistością. Zostawiłam to w sferze nieosiągalnych marzeń. Kiedy jednak zaczęłam zauważać drobne efekty, poziom wiary w siebie i własne możliwości wzrastał. Z dnia na dzień i z treningu na trening byłam bardziej zdeterminowana, silniejsza i pewniejsza siebie. 

Momenty załamania dawały mi się jednak we znaki. Szczególnie na samym początku walki z kilogramami, kiedy po utracie kilku pierwszych waga nagle stanęła jak zaczarowana. Stwierdziłam, że to koniec... Że tylko na tyle widocznie mnie stać, a te wszystkie metamorfozy to ściema! Wtedy nie wiązałam jeszcze skoków wagi, złego nastroju i głodowych napadów z comiesięcznymi przypadłościami kobiecej natury... Postawiłam Ewie pierwszy warunek... Dałam jej tydzień. Sumiennie walczyłam i po tygodniu waga się ruszyła. W końcu! 

Kolejny kryzys był u mnie po dziesięciu kilogramach... Sama się w niego nie wpędziłam. Tu pojawiły się pierwsze komentarze w klasie, szkole, środowisku. Na początku byłam wypytywana o każdy szczegół nowego trybu życia. Zaczęłam być motywacją dla niektórych, bo efekty wizualne były widoczne gołym okiem. W niektórych przypadkach motywacja była bardzo ulotna, a euforia i wiara w siebie nie trwała zbyt długo... Wtedy się zaczęło... Po co docenić kogoś, skoro można go obmówić i poprawić sobie humor! Po co pochwalić czyjąś pracę, skoro można wymyślić nową plotkę i wywołać sensację... Straciłam nie tylko 21 kg, ale także bardzo wiele koleżanek, znajomych, bliskich... Miałam już raka, anoreksję, piłam herbaty odchudzające z USA i brałam tabletki z tasiemcem. Z perspektywy czasu wiem, że osoby odpowiedzialne za całe zamieszanie nie zasługiwały na mnie i moje zaufanie. Swoje jednak przeżyłam i nie życzę nikomu podobnych doznań...

Na początku okrutnie przeszkadzały mi komentarze na mój temat. Nawet na płynące z ust znajomych gratulacje byłam uczulona. Bałam się, że usłyszy je ktoś średnio przychylnie do mnie nastawiony. Po czasie jednak poczułam motywację płynącą ze złośliwości i zazdrości. Przestałam chować się z jedzeniem na przerwach i pozwalałam zajrzeć sobie do śniadaniówki. Nawet komentarz: A ta znowu je twaróg przestał działać na moje nerwy. 

Sama wiele razy chciałam się poddać. Z dietą też nie zawsze było tak kolorowo. Wielokrotnie chciałam odpuścić. Zawsze jednak moja niezawodna motywatorka w odpowiednim momencie interweniowała. Jak dziś pamiętam sytuację, gdy leżała obok mnie nietknięta Milka i kusiła swoją fioletową obecnością. Już miałam ją otworzyć, ale najpierw postanowiłam włączyć Facebooka i zobaczyć co się dzieje na świecie. Na profilu Ewy Chodakowskiej trzy minuty wcześniej wylądowała jedna z metamorfoz... Szczęka mi opadła i zamiast czekolady włożyłam buty i odpaliłam trening. 

Były potknięcia, były słodycze i niezdrowe jedzenie raz na jakiś czas, były dni bez treningu... Tak miało być! Każdy taki dzień planowałam i starałam się za wszelką cenę zagłuszyć głosy w głowie, które chciały przyspieszyć te słodkie i długo wyczekiwane dni lenistwa. Nieplanowanie oszustwa też się zdarzały. Po ich najściu jednak często męczyły mnie wyrzuty sumienia. Miałam wrażenie, że znowu wszystko zepsułam, że nie dałam rady, że jestem beznadziejna, najgorsza... 

Potrafiłam i nadal potrafię się sama szybko zdyscyplinować i wprowadzić nowe porządki w głowie. Starałam się z każdego potknięcia wychodzić obronną ręką i czerpać jeszcze większą siłę do działania. Skoro zjadłam czekoladę, to muszę teraz ją spalić! W takich chwilach po prostu odpalałam trening.

Coś, czego z perspektywy czasu nie mogę jednak zrozumieć, to mój strach przed Świętami. Szczególnie pamiętna była dla mnie Wielkanoc w 2014 roku. Bałam się... Każdy posiłek był dla mnie wyzwaniem, a każdy kawałek ciasta wyrzeczeniem. Wtedy jeszcze wydawało mi się, że przez dwa dni mogę stracić wszystko. Rodzina jednak sprowadziła mnie na ziemię. Jednak przed tymi Świętami trochę się naprzeżywałam. Bez sensu! Świąteczny sernik i tak pokonał mój silny charakter. Ja dalej żyję i mam się dobrze, jestem nawet szczupła, a po serniku w boczkach ani śladu. No może tyci! 

Po osiągnięciu wymarzonej wagi zaczęła się walka o jej utrzymanie. W mojej głowie codziennie malował się strach przed jojem. Mój własny wymysł. Kilka razy miałam nawet koszmar, że obudziłam się z dwudziestoma dodatkowymi kilogramami i zaczynałam od zera. Nie zaprzestałam ćwiczyć. Po co zrywać z czymś, co sprawia radość! Do starych nawyków żywieniowych też nie miałam ochoty wracać. Nawyki to chyba nawet złe słowo, bo z mojej poprzednim sposobie odżywiania nie było żadnych norm i zasad. Stopniowo jednak jadłam więcej i więcej, aż waga się ustabilizowała, a ja odetchnęłam z ulgą i przejęłam na zawsze nowy styl życia, który już tak dobrze znałam. 

Aktualnie też mam momenty słabości... I dietowe i treningowe. Jeżeli chodzi o odżywianie, to powroty do domu są dla mojego metabolizmu naprawdę trudne. Na stancji mam tylko to co lubię i jest zdrowe. W domu jest zawsze wszystko. Jak do szafki ze słodyczami nie ciągnie mnie wcale, tak do lodówki aż za bardzo. Mam wrażenie, że moje porcje są wtedy dwa razy większe. Nawet o podwieczorkach pamiętam! Nie ma co się jednak załamywać. Jeden weekend raz na jakiś czas nie zniszczy przecież efektu dwuletniej już pracy. 

Treningowo trzymam się planu. Czasem jednak nie chce mi się tak samo jak Tobie. Ostatnio miałam kryzys. Ty jednak pomogłaś mi go zwalczyć! Weszłam późną porą na bloga. Od godziny miałam już na sobie buty i strój do ćwiczeń. Brakowało jednak chęci. Zauważyłam kilka nowych komentarzy i tak mi się na serduchu dobrze zrobiło, jak je przeczytałam, że oprócz zaplanowanego treningu zrobiłam jeszcze dodatkowe 15 minut! Ty mnie motywujesz!

Myślę, że masz lub wypracujesz jakieś swoje sposoby na walkę z trudnymi chwilami. Pamiętaj, że chwila zwątpienia nie jest w stanie przekreślić wszystkiego, co udało Ci się osiągnąć! Wszystko siedzi w Twojej głowie i tylko od Ciebie zależą Twoje dalsze losy. Nie daj się i wygraj wewnętrzną walkę!

Pamiętaj, że masz mnie. Zawsze możesz napisać wiadomość czy komentarz. Być może nie od razu, ale po chwili na pewno pomogę. W swojej walce nie jesteś sama! Zobacz, jak nas tu dużo!

Autorce komentarza dziękuję za wspaniały pomysł na post. Mam nadzieję, że udało mi się sprostać Twoim oczekiwaniom. O tym rzeczywiście jeszcze nie pisałam! 

Buziak ;*

Może Ci się także spodobać:

31 komentarze

  1. Czytam Cie juz długo lecz rzadko komentuje ale teraz dziękuję Ci za ten post. Za mną 5 z 23 kg a teraz jestem chora i nie nam siły na ćwiczenia, czuje się okropnie. Jedyne co to staram się jeść w miarę zdrowo choć w ogóle nie czuje co jem, nie mam smaku ani apetytu. Porcje tez raczej jak dla ptaszka. Mam nadzieje ze od przyszłego tygodnia znów zacznę ćwiczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od poniedziałku zaczniesz z dwa razy mocniejszym powerem! :) Gratuluję całym serduchem pierwszej piąteczki! Cieszę się, że przemówiłaś kochana! Trzymam kciuki! ;*

      Usuń
  2. Dziękuję Martyna :)W szkole też często spotykam się z tekstami typu,,A ta znowu coś wymyśliła#, ,,Znowu żabi skrzek (czyt.nasiona chia )" i wiele innych... Trochę to denerwuje,ale daję radę i nie zamierzam przez to zmieniać moich nawyków :) Całus :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha! Tym skrzekiem mnie naprawdę rozbawiłaś! Tego określenia jeszcze nie słyszałam... Naprawfę tak mówią? Całuję ;*

      Usuń
  3. Dziękuję Martyno ten post i Twoją szczerość. Twoje słowa naprawdę mi pomogły i zmotywowały do dalszej walki. Mam nadzieję, że po jakimś czasie też będę mogła cieszyć się własnymi sukcesami, swoją wagą docelową, którą już próbowałam osiągnąć na różne sposoby, jednak czuję, że tym razem jest inaczej - racjonalnie, a to wszystko zaczęło się od twojego bloga! Dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się cieszę... Nawet nie wiesz jak bardzo! Głowa do góry i z uśmiechem przed siebie! Trzymam baaardzo mocno kciuki i cieszę się, że jesteś!

      Usuń
  4. Dzięki! Tego właśnie potrzebowałam! U mnie też zdarzały się często komentarze typu: A co ty tam znowu chrupiesz? BROKUŁY?! Dziwne spojrzenia i głupie uśmieszki. W takich chwilach czuje się jakbym nie miała prawa się zdrowo odżywiać, bo i tak ciała supermodelki nie mam. Ale po chwili sobie myślę: JESZCZE nie mam ciała supermodelki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie ten twaróg był tak wyśmiewany każdego dnia, że naprawdę miewałam już dosyć... Ale wyszło na moje! Tobie też na pewno się uda, a ciało supermodelki to kwestia czasu!

      Usuń
  5. Niezła przemiana. Gratulacje i dalszych sukcesów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć. Czytam Cie od nie dawna i cieszę się,że trafiłam na ten blog. Myślałam,że każdy kto zaczyna tą walkę ze sobą ma właśnie wsparcie bliskich. Jednak widzę,że nie tylko mnie to dotknęło. Jak czytałam ten post, to tak jakby moje przeżycie..Sama walczę już prawie 1,5 roku. Milke kocham tak samo :) Jesteś świetną motywacją, chciałabym z Tobą porozmawiać,poznać Cie bliżej, bo potrafisz człowieka postawić na nogi i dać więcej wiary. Dziękuję ! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie nasze historie są podobne, bo odchudzanie nie jest proste i kolorowe... :) Co do rozmowy- nic nie stoi na przeszkodzie! Facebook, mail, Instagram... :) Czekam!

      Usuń
  7. Niestety ja znowu sie poddalam w mojej walce...jednak Twoj post znowu podniosl mnie na nogi i dodal skrzydel! Uwielbiam ta Twoja energie, ktora wprost zarazasz! Czytam Cie juz dluzszy czas i smutno mi sie zrobilo kiedy przeczytalam o tym, ze wytykali Cie palcami. Po raz kolejny przekonalam sie, ze ludzka zawisc nie zna granic. Jednak lepiej miec garste prawdziwych, zyczliwych osob wokol siebie niz byc otoczonym przez ludzi z falszywym usmieszkiem, ktorzy tylko czekaja na nasza porazke. Po za tym uswiadamiasz, ze wszystko zalezy od nas samych, wystarczy tylko chciec i mocno spiac posladki (haha juz mysle o treningu) a wszystko sie uda. Kolejny raz dalas mi kopa motywacyjnego, za co dziekuje! :) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się wyczuć moment i zalać Cię motywacją! Mam nadzieję, że już nigdy nie pomyślisz o poddaniu! Pamiętaj o tym, co możesz zyskać! :) A ludźmi nie warto się przejmować...

      Usuń
  8. Odchudzanie nie jest proste nie każdemu też uda się schudnąć, trzeba mieć dużo siły i wytrwałości. Ja jednak uważam, że młode kobiety są wszystkie ładne, czy też te szczuplejsze czy też nie i gdybym poznał jakąś dziewczynę która ma dobry charakter i podobne pasje, to figura chyba nie miała by wtedy aż tak dużego znaczenia. Wygląd jest może ważny, ale też ważny jest człowiek, jakie cechy posiada i jaki jest wewnątrz, jakie ma cechy np; zainteresowania i wiele innych ważnych czynników, które mogą połączyć dwoje ludzi sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale kiedy wygląd wpływa na nasze samopoczucie to warto nad nim popracować. Liczy się wnętrze, to fakt!

      Usuń
  9. Cześć Martyna :) mam pytanie czy nie chciałabyś kiedyś może zrobić posta w którym pokażesz wszystkie płyty z treningami jakie masz i mniej więcej (dosłownie dwa, trzy zdania) powiesz które z nich najbardziej Ci przypadły do gustu ?? (taka mała hierarchia) Proszę Cię o to bo przymierzam się do kupna płyty treningowej (do tej pory ćwiczyłam z pomocą youtube'a) i nie wiem na którą się zdecydować. Wiem,że pisałaś już recenzje różnych programów, ale może takie niewielkie porównanie w jednym poście też byłby fajna :) co ty na to ?? z góry dziękuję i pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś stworzyłam coś takiego... :) Nie uwzględniłam tam najnowszego Sukcesu. Nowy ranking stworzę po zakupie najnowszego Bikini. :)
      http://www.nowecialo-nowezycie.pl/2015/11/najskuteczniejsze-programy-ewy.html

      Usuń
  10. Martynko podałabyś przepis jak robisz barszczyk? Mam taką wielką ochotę go zrobić, a nie wiem jak... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama mam ochotę, a nie potrafię...Mama robi mi na zamówienie, jak jestem w domu. Jeszcze nie dojrzałam, chociaż brokułowa ostatnio wyszła całkiem niezła!

      Usuń
  11. Dzięki za wpis!:) W Londynie za oknem szaro i nic mi sie nie chce,ale zaraz odpalam playliste! Za mną 7kg i ogolnie mnówstwo cm w samej talii juz 10 mniej.
    Wszystko dzięki Twojej motywacji:)
    I jeszcze na koniec pytanie,Skąd masz taka fajną szeroką opaskę do biegania z dzisiejszego porannego zdjecia na instagramie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę?! Brawo kochana!<3 Trzymam kciuki za dalsze postępy, a te na pewno będą! Co do opaski... Moja jest bardzo wiekowa, była dodatkiem do jakiejś gazety lata temu... Ale ostatnio podobne, może nawet fajniejsze, widziałam za grosze w Decathlonie. :)

      Usuń
  12. Martyno, myślę, że największą gehennę przezywali Twoi rodzice, którzy widzieli, jak na ich oczach szcześliwa nastolatka staje się nieszczęśliwa z powodu braku akceptacji swego ciała. Gdy obserwowali, jak nakladasz na siebie katorżnicze treningi i z lękiem graniczącym z fobią podchodzisz do domowego jedzenia. Dzis jestescie wszyscy szczęsliwi, a mnie należy złożyć gratulacje Tobie za konsekwencję i systematycznosc, a Twojej mamie i tacie za to, ze ten koszmar wytrzymali.

    OdpowiedzUsuń
  13. Z tego postu najbardziej utkwił mi w głowie fragment o ludziach drwiących z twarogu. Zawiść ludzka nie zna granic... To musiał być okropny czas dla Ciebie. Btw. Jak sądzisz, mogę pozwolić sobie codziennie na filiżankę kawy jeśli chcę zredukować cellulit,czy jest stanowczo niewskazana?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piłam, piję i pić będę- za bardzo lubię kawę, aby z niej też zrezygnować. Jak bedziesz pamietala, o dodatkowej szklance wody w ciagu dnia to naprawde nic nie stoi na przeszkodzie, aby kawe pic!

      Usuń
  14. Kolejny pozytywny kopniak od Ciebie. Nie wiem jak Ty to robisz, ale dziekuje Ci za dobre slowa, ktore tu znajduje. Moze chcialabys wrzucic jakies fajne pomysly na wielkanocne fit dania, bo swieta tuz tuz, a ja nie wiem co postawic na stol zeby nie dac sie szalenstwu kolejnych swiat..

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak, autorce komentarza bardzo podoba sie twój post i sprostalas moim oczekiwaniom w 100 %. Ostatnio też miałam kryzys i to dość długi i niestety nie miałam czasu ani ochoty zajrzec na bloga i przeczytać posta wcześniej,niestety ostatnie dni obfitowaly w obzarstwo i nawet przed wczoraj pochlonelam na raz 2 milki, ale wczoraj było dobrze wiec mam nadzieje że I dziś sie uda a twój post na pewno bardzo mi w tym pomoże bo naprawdę bardzo cie lubie i to w jaki sposób motywujesz innych i dobrze jest wiedzieć że nie tylko mnie jest czasami ciężko. Bardzo dziekuje ci za tego posta <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak wróciłam do szkoły po wakacjach w tym roku szkolnym (chudnąć zaczęłam już od początku czerwca) chudsza o około 10 kg, to pewnie po kątach na początku mogli plotkować, że się głodziłam albo coś. Ale jak już zapytali wprost, a ja wyjaśniłam - regularne posiłki, ograniczenie słodyczy i przede wszystkim ćwiczenia, to czułam w głębi serca, że jednak mnie podziwiają. To było mega satysfakcjonujące, tak samo to, że sporo osób mnie nie poznało. Na początku tak jest, potem otoczenie Cię akceptuje. Kiedy zaczynałam ćwiczyć, z około 72 kg na karku, mama podcinała trochę skrzydła, śmiała się, twierdziła, że i tak jak zaczełam, tak skończę. Ale jak widziała, że się nie poddaję i są efekty - też zaczęła mnie podziwiać. Ważne, by ROBIĆ SWOJE! <3
    Uzależniona po 2 tygodniach poleca. :> Pomału wracam do gry, osiągnę jeszcze więcej! :)

    OdpowiedzUsuń