Fryzury treningowe i recenzja opasek IvyBands

środa, kwietnia 06, 2016

Wpis z serii takie oczywiste, że aż się przyda. Jak się uczesać na trening, żeby włosy nie sprawiały nam problemów przy każdym kolejnym powtórzeniu? Przy krótkich niby nie ma kłopotu. Przy dłuższych za to jest sporo możliwości. 


1. Koński ogon

Najłatwiejsze do wykonania spięcie, które u mnie się wcale nie sprawdza. Tylko biegać mogę popularnej kitce. W przeciwnym razie muszę poprawiać fryzurę setki razy podczas treningu, a nie cierpię zatrzymywać mówiącej do mnie Chodakowskiej. Poza tym problemem jest u mnie mnóstwo krótkich, nowych włosków, których do kity nie zbiorę. Dziewczyny noszące grzywkę na pewno znają i rozumieją mój ból.

2. Warkocz

Zawsze splatała mi go mama, ja marudziłam przy czesaniu, a potem podziwiałam efekt końcowy, który wszystko wynagradzał. Jeden, dwa, prosty, skośny, puszczony luźno, spięty do tyłu... Po kilku próbach opanowałam sztukę splatania dobierańca w wielu konfiguracjach. Skoki, biegi, wypady, przysiady czy brzuszki mu nie straszne! Dla mnie jest to opcja idealna, ponieważ wszystkie włosy są ciasno spięte i nie wpadają na twarz podczas treningu. Kolejnym plusem jest na pewno fakt, że w tej fryzurze możemy spokojnie położyć się na macie, żadna gumka i spinka nam nie przeszkadza.

3. Koczek

Ciasno spięty od czasu do czasu się sprawdza. Muszę jednak robić go na tyle wysoko, aby nie krępował mnie podczas ćwiczeń na macie, w leżeniu na plecach. Miliony wsuwek, kilka gumek i już. Często jednak ćwicząc gubię te wsuwki i kończę trening w opłakanym stanie. 


4. Rozpuszczone włosy

Wiem, że sporo dziewczyn nie czuje potrzeby spinania włosów na trening. Jednak ja od początku swojej przygody, a właściwie od pierwszego kontaktu ze Skalpelem Ewy Chodakowskiej, dziwiłam się i pukałam się w głowę, jak trenerka może tak ćwiczyć z luźno puszczonymi włosami, które przecież tylko działają na nerwy. Moje są chyba za długie, żeby pozwolić im na taką samowolkę. Z resztą przerzucanie ich z prawej na lewą i szorowanie nimi po macie to dodatkowe obciążenie i dla mnie i dla nich. 

Akcesoria 

Oprócz czegoś do czesania i prostych wsuwek przydadzą się na pewno porządne gumki i być może jakieś opaski, które udaremnią najbardziej upartym kosmykom kontakt z naszymi twarzami. 
Jeżeli chodzi o gumki, przekonały mnie do siebie jakiś czas temu popularne sprężynki zrobione z tworzywa sztucznego, które z wyglądu łudząco przypominają kabel od starych telefonów. Mój tata kiedyś przez przypadek sprzątnął mi jedną do skrzynki z narzędziami, nie spodziewając się, że czymś takim można związać włosy. Są to jedyne wynalazki, które utrzymują kucyk w jednym miejscu (a raczej jednej okolicy) na mojej głowie. 



Wspomniałam także o opaskach. Przyznam się, nie byłam do nich nigdy przekonana. U kogoś mi się podobały, jednak każda moja próba i zakup nowej opaski w sklepie sieciowym, kończyła się dyskomfortem podczas treningu (opaska spadała) i bólem skroni, który spowodowany był nadmiernym uciskiem. 

IvyBands

Jakiś czas temu otrzymałam propozycję przetestowania raczkujących na rynku opasek IvyBands, ponoć idealnych dla najbardziej wymagających sportowców. W e-mailu proponującym współpracę przeczytałam, że opaski nigdy nie spadają, obojętnie czy biegniesz w maratonie czy uprawiasz godzinną jogę. IvyBands nigdy się nie zsuwają, zachowują się jakby były przyklejone, choć nie są lepkie. Jest to zasługą specjalnego materiału VelvyTech, opracowanego przez specjalistów z Harvardu.



Przez wcześniejsze porażki, związane z opaskami, moje podejście było bardzo sceptyczne. Szczerze mówiąc nie wierzyłam, że ten kawałek materiału może wytrzymać na mojej głowie cały trening, a przy tym sprawować kontrolę nad moimi niesfornymi włosami. Czego można się spodziewać za niecałe 25 zł?



Otrzymałam dwie opaski od firmy i od razu zabrałam się za testy. Pierwsze wrażenie? Ooo, nie uciska! W sumie to byłam pewna, ze skoro nie czuję jej obecności na głowie, to przy pierwszym lepszym potrząśnięciu włosami ją zgubię. Była ze mną pobiegać, ćwiczyła najtrudniejsze i najbardziej dynamiczne programy w domu... Tak bardzo się polubiłyśmy, że nawet na sobotnie zakupy się ze mną wybrała. Pozory jednak mylą. Wierzcie lub nie, ale ani cieńsza, różowa opaska, ani szersza, czarno-biała, nawet nie drgnęła podczas treningu. Byłam bardzo zaskoczona. Jak widać, tajemnicza technologia działa. Wizualnie też prezentują się bardzo fajnie. Dostałam dwie, a mam już ochotę na kolejne i wypatrzone modele na stronie IvyBands- www.ivybands.pl






Macie jakieś sprawdzone sposoby na upięcia, a może polecicie jakieś akcesoria, które ułatwią współpracę z kosmykami na treningu? Dajcie koniecznie znać!

Buziak ;*




Może Ci się także spodobać:

12 komentarze

  1. Ja uwielbiam koński ogon nie całkiem przeciągnięty przez gumkę, przez co tworzy się taki luźny koczek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ale zwykle do konca rozgrzewki juz nie przetrwa na mojej głowie. :D
      P.S. Napisz na priv w sprawie tych studiów. Mam info. :D

      Usuń
  2. Ja często używam opasek Adidas- sprawdzają się idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jakoś nie mogłam nigdy ich dostać.;D

      Usuń
  3. Właśnie podziwiam Twoja metamorfoze w nowym be active ,brawo :-)
    Co do włosów to będę musiała zainwestować w taką opaskę, ostatnio kupiłam jakaś w rossmanie ale strasznie ciśnie i się zsuwa :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką z Rossmanna... Porażka :D
      Dzięki za miłe słowa! :)

      Usuń
  4. Do twarzy Ci w tych opaskach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooo takiej informacji byloby mi trzeba. W takim razie zamawiam. Mialam adidasa ale zsuwaly sie:/ wsuwkami nawet probowalam je "przypomocowac". Jezeli naprawde trzymaja sie na glowie to Cie wysciskam wirtualnie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super wpis, zawsze mi włosy przeszkadzały i nie wiedziałam co z nimi robić. A Ivybands są śliczne więc może sobie kupie :D Dzięki za inspirację <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam te opaski IvyBands,sama mam i używam i powiem szczerze, że są świetne !

    OdpowiedzUsuń