Marzenia się spełnia- relacja z warsztatów w Gdańsku

piątek, maja 20, 2016

Ile razy ktoś życzył Ci spełnienia marzeń? Pewnie setki, a może nawet tysiące... Czy któreś się spełniło same z siebie? Wątpię. Każdy osiągnięty cel okupiony był ciężką pracą. Samo z siebie nie dzieje się nic. O wszystko trzeba zawalczyć. Pewnie wydaje Ci się, że po prostu mam szczęście. Wiele osób, które spotykam na swojej drodze jest tego zdania. Zawsze mówię, że mam szczęście do ludzi z którymi krzyżują się moje ścieżki. Na każdym kroku przekonuję się, że dobro naprawdę wraca. Miniony weekend był jednym wielkim spełnieniem marzeń. Dziś Ci o nim opowiem.




Po warsztatach w Poznaniu klamka zapadła. Postanowiłam wykorzystać maksymalnie wszystkie możliwe opcje wyjazdów na warsztaty z teamem BeActive. Naprawdę możesz uważać, że jestem wariatką, maniakiem i mam obsesję. Trochę tak jest. Uwielbiam Ewę, jej energię, jej zespół i warsztatową atmosferę. Może przesadzam, ale naprawdę dobrze mi z tym. Po Poznaniu był Lublin, a po Lublinie postanowiłyśmy z moimi wspaniałymi dziewczynami spotkać się w Gdańsku. 

Jechałam nastawiona pozytywnie, chociaż tydzień poprzedzający warsztaty był naprawdę trudny. Działo się tyle, że jedyną czynnością, na którą miałam chęć był sen. W piątek zmotywowałam się jednak, wsiadłam w pociąg i pojechałam. Natchnęło mnie coś i wpisałam pod zdjęciem na Instagramie kilka słów. 

Droga długa. Niedawno wracałam z Lublina, a teraz siedzę w pociągu do Gdańska. ❤️ Możecie myśleć, że zwariowałam. Siedzę trzy godziny w dusznym i ciasnym pociągu, w którym jedyną klimatyzacją jest otwarte okno i drzwi, tylko po to, aby jutro razem z dwustoma innymi osobami się spocić i pstryknąć fotkę z Ewą Chodakowską. Uzależnienie, czy może obsesja? Dla mnie to sposób na budowanie wspomnień! Nie chodzi o trening, chodzi o energię, którą naładuję się na kolejne miesiące działania. Chodzi o spotkania, rozmowy, wzmacnianie przyjaźni i zawieranie nowych znajomości. ❤️ Te, które zrodziły się na podstawie wspólnych pasji są najcenniejsze i żadne odległości geograficzne im nie straszne. Prawda #mygirls? Takie wydarzenie to okazja, której nie wolno przegapić! Wszystko się da, trzeba bardzo mocno chcieć. Możesz więc łapać się za głowę, a ja i tak pojadę robić swoje! 

Ku mojemu zaskoczeniu post ten polubiła Ewa. Nie był to jednak pierwszy raz, kiedy serduszkowała moje zdjęcia.



Po szczęśliwym dojechaniu do Trójmiasta i spotkaniu z moimi wspaniałymi dziewczynami postanowiłyśmy nie siedzieć do późna, tylko wyspać się na kolejny, pełen treningów dzień.

Rano był kryzys. Naprawdę mi się nie chciało. Ola (endo_rfina) śpiąca obok też nie ułatwiała sytuacji i nie tryskała energią. Łóżko miało tak silną grawitację... Pomyślałam jednak o spotkaniu ze wspaniałymi ludźmi, którzy będą ćwiczyć razem ze mną i szybko zebrałam myśli, spakowałam plecak i wraz z moimi pozytywnymi wariatkami, Olą i Paulą (idacprzedsiebie), ruszyłam na trening.

W hali czekała Weronika (ikulaaa) oraz Emilka (emilia.bialek), z którymi codziennie widzę się na Instagramie i nie mogłam się doczekać spotkania na żywo. Przyjaźnie na odległość naprawdę mają ogromny sens! Trzeba je tylko odpowiednio pielęgnować. Czuję, jakbyśmy znały się od lat, a było to nasze pierwsze lub drugie spotkanie. Wspólne pasje łączą ludzi, a my jesteśmy tego dowodem. Poznałam także wiele wspaniałych osób. Rozmowy kleiły się od samego początku.


Warsztaty standardowo rozpoczęły się od zumby z Maćkiem Jopkiem. Ten rodzaj ćwiczeń mogę praktykować tylko z nim! Może dlatego, że jego układy nie przypominają tych klasycznych, których nie cierpię. Ma niesamowitą energię i naprawdę zaraża pasją.

Po rozgrzewce przyszła pora na najbardziej wyczekiwany punkt programu, czyli trening z Ewą Chodakowską. Emocje sięgały zenitu. Uśmiechnięta wyszła na scenę i przywitała się z nami bardzo serdecznie. Powiedziała, że przed treningiem chce nam coś przeczytać. Wyjęła telefon i zaczęła czytać mój wpis, który przytoczyłam wcześniej, a mnie wyściskała i zaprosiła do wspólnego treningu na scenie. Tak naprawdę nie potrafię wyrazić słowami tego, co czułam. Miałam wybrać sobie towarzyszkę i propozycja nie do odrzucenia powędrowała do Pauliny. Mogłam tak podziękować jej za jej kwietniowy przyjazd do Poznania i przebiegnięcie ze mną półmaratonu.




Ćwicząc w halach w Poznaniu i Lublinie nawet nie marzyłam o zmierzeniu się z warsztatowym wyzwaniem obok mojej ulubionej trenerki.  To było naprawdę wspaniałe przeżycie. Przybijanie piątek po każdej rundzie było bezcenne. Miałam o wiele więcej energii i motywacji. Niektóre ćwiczenia były naprawdę wymagające. Dałam z siebie wszystko! Spełniłam marzenia, o którym nawet nie śniłam i utwierdziłam się w przekonaniu, że dobro naprawdę wraca.

Po programie Ewy byłyśmy padnięte, jednak w planach miałyśmy jeszcze trzy treningi: z Lefterisem, Patrykiem Puczyłowskim i Tomkiem Choińskim. Na szczęście rozmowa z dietetykiem, Martą Kielak, to zawsze dobry moment na uzupełnienie energii i zebranie sił na kolejne wyzwania.

Zaliczyłyśmy wszystkie zaplanowane treningi, zrobiłyśmy mnóstwo pamiątkowych zdjęć. Obowiązkowe selfie z Chodakowską też oczywiście mam. Ciężko było nam się rozstać. Miałyśmy tyle tematów do rozmowy, tyle pytań do siebie nawzajem. Już zaplanowałyśmy kolejne spotkanie, a następny warsztatowy sezon będzie nasz!


Mój wyjazd do Trójmiasta to oczywiście nie tylko warsztaty. Z Olą i Pauliną w roli przewodnika w niedzielę zwiedziłyśmy piękny Gdańsk i Sopot, przywitałyśmy się z Bałtykiem i zaliczyłyśmy 30 km spaceru po wybrzeżu. Wieczorem, na zwieńczenie spotkania, zrobiłyśmy razem trening, aby pozbyć się zakwasów, zjadłyśmy pyszną, długo wyczekiwaną kolację i rozstałyśmy się po wielogodzinnych rozmowach.


Dla takich chwil warto żyć. Trzeba mieć marzenia, brać je we własne ręce i działać. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że miniony weekend zapamiętam do końca życia. Dziękuję także Tobie. Gdyby Cię tu ze mną nie było, pewnie nie byłabym w miejscu, w którym teraz jestem. Tobie także zawdzięczam swoje sukcesy!

Życzę Tobie i sobie wielu takich momentów. Nie piszę tego, żeby się pochwalić. Piszę dla siebie, żeby utrwalić swoje wspomnienia i wracać w trudniejszych chwilach. Może zachęcę Cię do udziału w następnych warsztatach i spotkamy się w którymś zakątku Polski w przyszłym sezonie?

Buziak ;*

Może Ci się także spodobać:

12 komentarze

  1. Kocham ! Uwielbiam ! Tęsknie ! ❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejciu jak ja już tęsknię. Oby szybko zleciało do tego lipca 😀

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze raz dziękuję <3

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja dzisiaj w Kaliszu! Jest moc <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku, aż się wzruszyłam! Cudowne wspomnienia, cieszę się, że tak Ci się udaje spełniać marzenia! Ja również dążę do spełniania swoich i miedzy innymi na liście jest taki trening z Ewą i spotkanie tych wszystkich ludzi, więc mam nadzieję - do zobaczenia! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Śledzę od jakiegoś czasu twój blog i jedno mnie zastanawia - skąd ty bierzesz na to wszystko siły? :D Studia, praca, treningi, bieganie, wyjazdy... Ja bym chyba nie dała rady :P A związek? Skąd na to wszystko wziąć czas? Nie przeszkadza ci, że mało czasu spędzasz z chłopakiem, rodziną? A chłopak nie marudzi? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są rzeczy ważne i ważniejsze, rodzina i bliscy zawsze są i będą moim priorytetem. Spędzam w domu naprawdę sporo czasu, jak za długo mnie nie ma, to po prostu tęsknię. Wszystko trzeba tylko dobrze zorganizować i mieć odpowiednie nastawienie. :)

      Usuń
    2. Ale co z Twoim związkiem? Jak na to znajdujesz czas? Nie ważne jak dobrze zorganizujesz swój czas, to podczas wyjazdów i innych wydarzeń nie jesteście razem (nie zauważyłam, żeby Twój chłopak z Tobą jeździł na warsztaty itp). Mój mąż by się denerwował na mnie :D Wiele z nas też jest w związkach i ja sama mam problem ze znalezieniem czasu dla mojego męża, a przynajmniej nie poświęcam mu go tyle ile bym chciała. Jak Ty to robisz? Jak godzisz swój świat ze związkiem? Ja tylko pracuję a mam olbrzymi problem a Ty robisz jeszcze więcej.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Dokładnie, o to mi chodziło - że rodzina i związek to priorytet, to wiadomo, ale gdzie czas na to? Rozumiem odwiedzanie rodziny co parę tygodni, bo jesteśmy już dorośli i więcej większości nie trzeba, i nie ma czasu. Ale związek? Ja z moim narzeczonym nie rozstaję się zwykle na więcej niż 1-2 dni i to rzadko - tęskniłabym. Codziennie staramy się razem spędzać czas. Niestety, z racji na studia i pracę (no i pasje, na które jednak nie przeznaczamy tak dużo czasu, jak ty na swoje) nie jest to łatwe, raz na 2-3 tygodnie uda nam się znaleźć wolny dzień czy dwa i spędzić go całkowicie razem i brakuje mi tego. Także dziwię się trochę, jak ty i twój chłopak dajecie radę ;)

      Usuń
    4. To nie jest problem, jeżeli dzieli się pasje z drugą osobą. Poza tym, że razem mieszkamy, to razem biegamy, ćwiczymy i gotujemy. Staramy się spędzać każdą minutę razem, a nie obok siebie. Regularnie wychodzimy na randki, żeby nie popaść w rutynę. Znamy się od pięciu lat, znamy swoje potrzeby. Trzeba rozumieć drugą osobę i szukać zrozumienia u niej. Czasem się sprzeczamy, ale kompromis w postaci dobrego ciasta lub kolacji zawsze łagodzi sprawę. Na warsztaty jeżdżę sama, bo traktuję niektóre wyjazdy jako czas dla przyjaciół, którego i tak mam niewiele. Zwykle przez dwa dni muszę nagadać się z dziewczynami tak, aby wystarczyło na przynajmniej miesiąc. :)

      Usuń
  7. Jesteś mega pozytywną osobą!
    I fajnie że masz kogoś kto ci motywuje☺
    Ja jednak do Ewy Ch. przekonać się nie mogę ��

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam sie z Martynka w 100% to jest kwestia organizowania sie. Ja tez z mezem spedzam malo czasu. Tzn widzimy sie codziennie, jednak czesto sie mijamy. Ale.... szanujemy swoje hobby, nie robimy sobie pod gorke a wrecz pomagamy sobie. Prosty przyklad to taki: wracam z pracy a maz mowi: To idz pocwicz a ja ugotuje makaron i (np wstawie pranie) bedzie szybciej.... Czyli jak juz skoncze cwiczyc to o tyle mniej rzeczy musze robic bo czesc juz maz mi pomogl. Jertesmy razem 10 lat i wiadomo jest up and down, ale pomqganie sobie samemu, szacunek jest najwazniejszy.
    Ja Martynko pierwszy raz w Sobote jade na wasztaty z Ewcia tu w Londynie, hmm troche sie stresuje, ze moze nie dam rady wszystkiego zrobic, ale z drugiej strony nie kazdy kto tam bedzie podoba calym warsztatom od A do Z. Pkzdrawiam serdecznie Justyna

    OdpowiedzUsuń