Podsumowanie czerwca 2017

poniedziałek, lipca 03, 2017

Czerwiec za nami. Jestem o trzydzieści dni starsza i bogatsza o mnóstwo nowych wspomnień i doświadczeń. Szósty miesiąc roku nie cieszy się największą popularnością wśród studentów, z przyczyn oczywistych. Sesja... Jednak wyszłam obronną ręką. Wszystko zdane w pierwszym terminie. Poza nauką udało mi się nawet troszkę poćwiczyć... Zobaczcie sami!



Przejdę od razu do meritum, bo czeka na mnie jeszcze jedna walizka do spakowania. Nie będę jednak narzekać. W końcu zaczęły się moje upragnione wakacje! W tym roku będzie to czas przede wszystkim odpoczynku i podróży. Gdzie mnie poniesie? Śledźcie moje social media!

Wracając do czerwca i treningów, wygląda to następująco. 24 treningi i 6 dni odpoczynku, z których jestem szalenia dumna. Odpoczywałam świadomie, a nie wtedy, kiedy nie miałam czasu na trening. Myślałam, że statystyka będzie wyglądała o wiele gorzej, jednak sesja nie pokonała mnie tak bardzo i poza katowaniem umysłu znalazłam każdego dnia trochę czasu na zmęczenie ciała.

Jak widać na załączonym obrazku wpadała głównie ukochana Chodakowska. Żadna inna aktywność nie oszczędza czasu tak bardzo jak domowe wygibasy na macie.

Udało mi się także wrócić do biegania! (Teraz czekam na oklaski!) Wystartowałam w dwóch świetnych biegach, zrobiłam kilka przebieżek i wybiegań i udało mi się wytruchtać 42,25 km. Dystans maratonu w skali miesiąca mi odpowiada.


Poza tym zaprzyjaźniłam się na dobre z moim rowerem i żadna z ulic Poznania nie jest nam już straszna (nawet te, na których nie ma ścieżki!). 54,27 km udało mi się zarejestrować, a przejechałam na pewno więcej.



Wypociłam generalnie 12517 kcal! 


W pierwszą sobotę miesiąca wystartowałam w Biegu Kolorów w Mirosławcu, który znajduje się 15 km od mojego rodzinnego Kalisza Pomorskiego. Wspaniały klimat, kolorowy proszek, cudowne towarzystwo... Czego chcieć więcej? 10 km przyjemnej trasy i dobry czas uzyskany na mecie utwierdził mnie w przekonaniu, że znów lubię biegać. Medal jest? Jest!







Tydzień później kolejny bieg. Zaszalałam i z tęsknoty za przyjaciółką spontanicznie kupiłam pakiet na Nocny Bieg Świętojański z PKO Bankiem Polskim w Gdyni. Pauli tak mobilizowała mnie na trasie, że udało mi się wykręcić nową życiówkę i w końcu zejść poniżej godziny! To był bieg, który na pewno będę wspominać jako jeden z najwspanialszych. Pierwszy raz biegłam nocą i dzięki Pauli dałam radę! Raz jeszcze dziękuję Ci za ogrom wsparcia i motywacji! 10 wspaniałych kilometrów!


Mówiąc o biegu nie mogę nie wspomnieć o całym weekendzie w Trójmieście. Start był tylko początkiem przygód. Z Jackiem zostaliśmy ugoszczeni jak para królewska i przedreptaliśmy prawie całe Trójmiasto. Pauli i Artur zadbali o najdrobniejsze szczegóły! Taka przyjaźń to naprawdę skarb, który trzeba pielęgnować! Mam nadzieję, że już wkrótce będziemy się mogli odwdzięczyć za ten wspaniały czas. Wypoczęłam i nabrałam siły do walki!







Po weekendzie zaczął się dla mnie niestety trudny czas... Zaliczenie, egzamin, nauka, nauka, sen, nauka, nauka, trening, egzamin, zaliczenie... Mój tryb dnia (i nocy) bardzo różnił się od tego normalnego. Ucierpiała nawet dieta. W końcu nic nie wspiera nauki tak, jak lody! Jednak warto było. Poświęcony na przyswajanie wiedzy czas wynagrodziły mi zdane w pierwszym terminie egzaminy. Do października mam wakacje i mnóstwo planów! Mam nadzieję. że wszystkie blogowe i nie tylko uda mi się zrealizować!



W czerwcu przez 3 dni byłam również na sokowym detoksie. To był naprawdę przepyszny czas, który przyniósł mnóstwo korzyści. Jesteście zainteresowani wpisem na ten temat?






Tymczasem wracam do walizek. We wtorek kierunek Tarnów, potem Zakopane... W sierpniu Rzym. A co dalej? Czas pokaże!

Buziak! ;* Czekam jak zwykle na Twoje podsumowanie!








Może Ci się także spodobać:

2 komentarze

  1. niezmiennie imponuje mi Twoja wytrwałość. U mnie też sesja poszła na raz ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. fajna sprawa z tymi sokami :)

    OdpowiedzUsuń